niedziela, 6 września 2015

Sławomir - wywiad z gwiazdą disco.

Skoro mamy nowy rok szkolny postanowiłam wnieść trochę świeżości na mój blog. Pomysł podsunęła mi moja prawa ręka oraz wielkie wsparcie (Pani Barbaro, dziękuję!). Gwiazda miesiąca wraz z wywiadem. Nie będzie to proste ale postaram się co trzydzieści dni dodawać właśnie taki post.
Serię rozpoczyna twórca, wizjoner i wokalista . Człowiek z wachlarzem możliwości i ogromnym dystansem do siebie. Sławomir Gwiazda Rock Polo, właśnie o nim dzisiaj będzie mowa.
Artysta swój warsztat szlifował w Nowym Jorku na Long Island. Po sukcesach w USA i zdobyciu rzeszy fanów wrócił do Polski aby podbić tutejszy rynek muzyczny. Dzięki singlowi "Megiera" rozkochał w sobie swoją, ojczystą publiczność. W teledysku udział wzięły gwiazdy polskiego kina: Ewa Kasprzyk, Krzysztof Kiersznowski, Lech Dyblik, Witold Dębicki oraz muza Sławomira - Magdalena "Kajra" Kajrowicz. Klip stwarza świetną okazję do porozmawiania o kryzysie męskości i o tym jak faceci postrzegają kobiety o czym świadczą trzy kreacje Ewy. Zdjęcia odbyły się we wsi Konina oraz za granicą a całość pochłonęła 15000$.https://www.youtube.com/watch?v=kZT-pFb4Fa8
Zanim przejdziemy do omówienia kolejnego singla warto dodać, że Sławomir jest częstym gościem w Pytanie Na Śniadanie. W krótkich wywiadach, które udziela w programie porannym widać jego szczerość i udowadnia nam, że nie ma kompleksów. Sam twierdzi, że aby pozbyć się swoich wad wystarczy mieć drugą połówkę, która oczywiście zaakceptuje wszystkie kompleksy. Swoją niesamowitą osobowością zauroczył wielu ludzi. Jego kariera w sumie zaczęła się na polskim YouTube gdzie ma już ponad 12 tysięcy subskrybentów. Drugim jego singlem jest "Ni mom hektara", który stał się zapowiedzią jego debiutanckiej płyty. Tym razem Sławomir zaprasza nas na wieś gdzie od początku odkrywa uroki swojskiego życia. Nasz dzisiejszy bohater mierzy się z trudami rolnictwa a jego żona Kajra odkrywa nowe zastosowania legendarnego, czerwonego golfa III.  https://www.youtube.com/watch?v=_pxHIaEG-mc
Artysta jest bardzo otwarty na nowe kontakty i bez problemu pomógł mi w stworzeniu dzisiejszego wpisu.
Zgodził się odpowiedzieć na kilka pytań więc oto one.

- Skąd czerpiesz pomysły na swoje utwory? Czy posiadają jakieś przesłanie?
- Każda piosenka ma trochę inną historię powstania. Muzą do „Megiery” była Kajra. Chociaż to nie prawda, że rusza z trójki. „Ni mom hektara” to moja tęsknota do normalności i życia na wsi.
W piosence Megiera chodziło mi o to, żeby mężczyźni powrócili do swojej pierwotnej siły. Wtedy kobiety będą się czuły bezpieczniej i będą szczęśliwsze. Symbolem tej siły jest piórko z husarskich skrzydeł. Które wędruje od Sławomira, przez Krzysztofa aż do najmłodszego pokolenia. Widzowie bardzo to dobrze odczytali. Wiem po komentarzach.
Po premierze „Ni mom hektara” dostałem dużo wiadomości, w których fani napisali, że też jak Sławomir, chcieliby porzucić rozpędzone miasta i wrócić do kojącej natury.
- "Megiera" i "Ni mom hektara" zdobyły ogromną popularność. Czy masz jakiś przepis na hit?
- Trzeba być szczerym i zrobić wszystko na najwyższym możliwym poziomie. 

- Jak wyglądała Twoja kariera za wielkim oceanem? Czy szalały za Tobą tłumy a może wśród nich byli również celebryci? 
- Pobyt w Stanach Zjednoczonych wspominam bardzo dobrze. To był ważny dla mnie artystycznie czas. Koncertowałem w barach dla kierowców trucków i to była głównie moja największa publiczność. A ponieważ Long Island jest na przelotowej trasie do Nowego Jorku to poznałem bardzo wielu sławnych i serdecznych ludzi. Miałem okazję napić się piwa z Rogerem Watersem z zespołu Pink Floyd, czy przybić piątkę z Richard Gere (który mieszka na Long Island). W teledysku do Megiery miała wystąpić Sharone Stone i były już w tej sprawie poważne rozmowy. Nie chciała się zgodzić na scenę zamiatania (to wbrew jej wizerunkowi). Cieszę się bardzo, że w końcu tak brawurowo zagrała to wszystko Ewa Kasprzyk i nie miała z niczym kłopotu. Ale jeśli chodzi o honoraria obu gwiazd to były porównywalne. U Sharon dochodziły tylko koszty przelotu w pierwszej klasie.

-Jak zostałeś przyjęty przez Polską publiczność?
- To co się dzieje na koncertach to magia. Gramy z zespołem na żywo i jest AMERYKA. Wszyscy się bawią, śpiewają, tańczą. Czuć piniądź. O to mi chodzi. W Niedźwiedziu publiczność bardzo dopisała. A na koncercie w Łukowej mieliśmy ponad 10 000 ludzi. Organizatorzy stwierdzili, że to był najlepszy występ całej imprezy. A obok Sławomira grali też  Perfect, Doda i Agnieszka Chylińska.

- Wystąpiłeś na VIII Zielonogórskiej Nocy Kabaretowej. Jak wrażenia, atmosfera i publika?
- Było bardzo gorąco (śmiech). Dosłownie i w przenośni, bo trafiliśmy na falę upałów. Najtrudniejsza była podróż moim golfem 3, bez climy. Ale wszystko wynagrodziła nam publiczność w amfiteatrze. Grać da kilku tysięcy ludzi i widzieć ich uśmiechy to jest to. Zdradzę sekret, że zagraliśmy więcej piosenek ale tylko Megiera poszła na antenie. 

- Spotkałam się z porównaniem Sławomira do Braci Figo Fagot. Jak się do tego odniesiesz? Zgadzasz się z tym?
- Panowie potrafią zapełnić klub Stodoła i to szanuję. Ale nie ma za bardzo się do czego odnosić. Jedna amerykańska gitara Piotrka Aleksandrowicza (mojego gitarzysty) jest więcej warta niż cały sprzęt Figo Fagot, którego używają. Grają z półplaybacku. Nasz występ to prawdziwy rock-polowy koncert z udziałem najlepszych muzyków sesyjnych w tym kraju. Ale każdy kto daje radość w Ojczyźnie jest moim kolegą i kosy nie ma.

- Jakimi sukcesami, wyróżnieniami i nagrodami możesz się pochwalić?
- Pierwszy koncert w Ojczyźnie zagrałem w Sromowcach Niżnych, drugi w Warszawie a trzeci to już Sopot HIT Festiwal w Operze Leśnej. Wszystko to osiągnęliśmy z zespołem w trzy miesiące. Na naszych koncertach widziałem kilka tysięcy szczęśliwych ludzi i to jest moja największa nagroda. Innych nie potrzebuję.

- Planujesz wydać następny hit?  Możesz zdradzić o czym będzie?
- Dzisiaj o 19.00 wchodzę do studia nagraniowego razem z wielką legendą polskiej estrady. Na razie nie zdradzę więcej. Ale, puszczę trochę farby i powiem, że będzie to ballada o pierwszej miłości Sławomira. A to, kto zagra w teledysku tytułową „Anetę” - też będzie wydarzeniem.

-  Może jeszcze na koniec powiesz jak trzyma się czerwony Golf III?
- Jest w świetnej formie. Szukam tylko do szczęścia dobrej, używanej pompy paliwa i będzie już wtedy igła. Silniki 1.9 GTD są nie do zajechania. Wiem bo już trzeci wymieniłem.
Na sam koniec Sławomir dodał kilka słów od siebie:
Cześć tu Sławomir. Pozdrawiam wszystkich czytelników bloga Moniki Janowskiej. Cieszę się bardzo, że interesujecie się muzyką a Monika tak ciekawie pisze. Kiedy zobaczyłem zdjęcie Freddiego na pierwszej stronie to już wiedziałem, że to jest właściwa osoba i blog, i jestem u siebie. Życzę WAM dużo uśmiechu i radości z muzyki. Do zobaczenia na koncertach.  

Chciałabym bardzo podziękować dzisiejszemu bohaterowi za poświęcony mi czas, fantastyczną współpracę i mnóstwo zdjęć. 
Zapraszam do przeczytania innych postów. :)

środa, 2 września 2015

Flo Rida i jego brak oryginalności.


Jak tu go nie znać? Dziesiątki wydanych singli, non stop puszczany w radiu czy telewizji. Tramar Dillard, tak nazywa się nasz dzisiejszy bohater. Amerykański raper i autor tekstów, który zadebiutował kawałkiem "Low" z gościnnym udziałem T-Paina. Warto dodać, że był to utwór przewodni filmu Step Up 2.
To, że Flo Rida dobrze sobie radzi na scenie nie znaczy, że zasłużył sobie na rzesze fanów. Dlaczego? Połowa jego piosenek w rzeczywistości nie należy do niego. W większości sample lub całe linie melodyczne zostały pozyskane drogą porozumienia a tantiemy podzielone między dwóch artystów. 
Coś widzę, że blog zmienia charakter na bardziej detektywistyczny ale takie odkrycia nie mogą czekać. Dzisiaj wyłapałam sześć takich zapożyczeń, co ciekawe są to utwory, których oryginały znajdowały się na pierwszych miejscach list przebojów. 
Zacznijmy od początku. Reaktywacja Flo Rida'y nastąpiła w 2011 roku i podbił listy przebojów kawałkiem "Good Feeling", który został miesiąc później inspiracją dla szwedzkiego producenta Avicii'ego i jego utworu "Levels". Jednak ten genialny przebój stworzyła Etta James i nadała mu tytuł "Something's got a hold on me" w 1962 roku. 
Jak widać nasz dzisiejszy zżynacz (tak, będzie ich więcej) podłapał prosty przepis na wzbogacenie się i pół roku później wykorzystał singiel Bryan'a Adams'a "Run to You" z 1984 roku w kawałku o tytule skróconym od oryginału "Run" w duecie z Redfoo z amerykańskiego duetu LMFAO. 
Rok 2012 był dość owocny, wypuszczał hit za hitem i już trzy miesiące po powyższym "Biegnij" uraczył nas nowym coverem coveru. Historia piosenki "I Cry" jest dość prosta. W 1988 roku Bredna Russell wydała "Piano In The Dark" a Bingo Players zaszczycili nas "Cry" w 2011 roku. Zestawienie tych dwóch singli stanowiło bazę dla Tramara. 
Chyba nasz bohater zorientował się, że fani zaczynają coś podejrzewać więc postanowił poprawić swój wizerunek duetem z angielskim kompozytorem Olly'm Murs'em w hicie "Troublemaker", który był totalną kopią kawałka "Mistery" zespołu Maroon 5 z 2010 roku. 
Aż w końcu coś na co czekałam, dwóch największych zżynaczy na scenie muzyki rozrywkowej w duecie. Nie mogło być inaczej, "Can't Believe It" w wykonaniu Pitbull'a i Flo Rida'y, czyli cała linia melodyczna zabrana od Infinity Ink i ich "Infinity" z 2012 roku. Wystarczyło dodać niesamowicie denny tekst o kobiecych kształtach i jest hit. 
Ostatnim przykładem jest wydany znowu trzy miesiące po powyższym "How I Feel", który już przekroczył wszelkie granice. Jak można tak zniszczyć jeden z największych przebojów wszech czasów w wykonaniu Niny Simone "Feeling Good" z 1965 roku. Przykład pokazuje nam, że można. Z tego powodu nie jednemu fanowi muzyki jest bardzo przykro. No cóż, takie mamy czasy.
To nie jest koniec przedstawiania wielkich zżynaczy, jeszcze mam ich w zanadrzu przynajmniej trzech, lecz o nich w kolejnych postach. Mam nadzieję, że powyższy przykład rapera nie jest wyznacznikiem współczesnej muzyki. 
Zapraszam do przeczytania innych postów. :)

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Tu Vuò Fa L'American i droga przez dekady.


Właśnie od niego wszystko się zaczęło. Renato Carosone, genialny włoski muzyk, który zmarł 14 lat temu. Jest znany głównie z dzisiejszej tytułowej piosenki, która stała się inspiracją dla innych artystów i bazą pod obecne hity. Zacznijmy od początku.
Więc mamy 1956 rok i artysta, którego widzicie na zdjęciu powyżej stworzył wielki przebój w języku neapolitańskim czyli "Tu Vuò Fa L'American". Swój debiut utwór miał w filmie "Toto, Peppino e le fanatiche", który to stał się wielkim przełomem w kinematografii.
Dokładnie 4 lata później czyli w 1960 roku swoją wersję nagrała Sophia Loren, włoska aktorka w języku angielskim czyli "You Wanna Be Americano". Ten cover pierwotnie ukazał się znowu w filmie "It Started In Naples", który został nominowany do Oskara w 1961 roku.
Mieliśmy chwilę przerwy od "Ty chcesz uchodzić za Amerykanina" ale historia tego utworu nie może się kończyć na latach 60. Szesnaście lat temu czyli w 1999 roku za swoją wersję zabrał się amerykański aktor Matt Damon, brytyjski aktor Jude Law i jazzowa orkiestra Fiorello and The Guy Baker International Quintet oczywiście w języku neapolitańskim. Tak jak w poprzednich dwóch przykładach, kawałek ten zyskał ogromną popularność po premierze filmu "The Talented Mr. Ripley", który był nominowany do Oskara aż w pięciu kategoriach.
Po sześciu latach swoją wersję nagrał niemiecki artysta znany głowie z przeboju "Mambo No.5". Lou Bega w 2005 roku wypuścił cover "You Wanna Be An Americano", który nie znalazł się w żadnym filmie ale zawitał na trzecim albumie piosenkarza "Lounatic".
Jesteśmy już coraz bliżej końca. Przedostatnią wersją jest świetny dance cover produkcji DCUP'a. Mowa tu oczywiście o "We No Speak Americano" australijskiej grupy muzycznej Yolanda Be Cool. w 2010 roku zadebiutowali na światowej scenie i od razu trafili na pierwsze miejsca list przebojów w Niemczech, Austrii, Wielkiej Brytanii, Holandii, Irlandii, Szwecji, Belgii i w Polsce. Oczywiście kawałek zawiera zapętlone sample z utworu Renato Carosone. Co ciekawe, panowie z tego zespołu wzięli nazwę dla siebie z jednego z najlepszych filmów wszech czasów a mianowicie "Pulp Fiction" z kultowej sceny napadu na bar a kwestię tą wypowiada sam Samuel L. Jackson.
Ostatni już popularny cover pt."Bon Bon" został wydany w 2011 roku przez jednego z największych zżynaczy muzyki rozrywkowej. Zbrodnię tą popełnił Armando Christian Perez znany pod pseudonimem Pitbull. Przepis na hit ma niezmienny od kilku lat czyli zabrać hit, który był popularny na całym świecie dodać do tego kilka roznegliżowanych dziewczyn i wykrzyczeć "Mr. Worldwide". Jednak tej osobistości należy poświęcić osobny post, który już w niedalekiej przyszłości.
Dodatkową ciekawostką jest fakt, że powstała wersja tej piosenki "We No Speak Huttese", która ukazała się w grze Kinect Star Wars na Xbox 360. 
Skoro pierwotna wersja ma już 59 lat i cały czas słyszymy jej nowe wykonania, prawdopodobnie jeszcze nie raz usłyszymy ją w radiu w nowej aranżacji.
Zapraszam do przeczytania innych postów. :)       

niedziela, 30 sierpnia 2015

Michael Jackson i Freddie Mercury, czyli pojedynek między kokainą a lamą.


Dwóch największych, nieżyjących już niestety muzycznych gigantów, których dosłownie zna każdy. Jednak krótko należy ich przedstawić.
Michael Jackson urodzony 29 sierpnia 1958 roku w Gary w Stanach Zjednoczonych. Twórca takich hitów jak Thriller, Billie Jean, Bad czy Beat It. Został nazwany Królem Popu, który to przydomek w stu procentach do niego pasuje. Zmarł 25 czerwca 2009 roku w Los Angeles. Przyczyną śmierci było podanie propofolu przez osobistego lekarza Conrada Murraya.
Freddie Mercury a właściwie Farrokh Bulsara urodzony 5 września 1946 roku w Stone Town w Zanzibarze. Twórca takich hitów jak Bohemian Rhapsody, We Are the Champions i Somebody to Love. Zmarł 24 listopada 1991 roku w Londynie. Przyczyną śmierci było grzybiczne zapalenie płuc, wywołane  powikłaniami związanymi z AIDS.
Koniec przepisywania Wikipedii, czas na prawdziwe fakty. W 1983 roku dzisiejsi bohaterowie zaczęli współpracę. Zostały nagrane dema trzech piosenek: State of Shock, Victory i There Must Be More To Live Than This. Ten ostatni utwór został dokończony przez członków Queen i wydany na płycie "Queen Forever" w 2014 roku. Pierwotnie na tej płycie miały ukazać się wszystkie trzy kawałki ale Brian May i Roger Taylor nie mogli się porozumieć ze spadkobiercami Michaela czyli "Michael Jackson Estate". Perkusista grupy Queen porównał współpracę do "brodzenia w kleju". Więc pojawia się pytanie, dlaczego nie zostały skończone w 1983 roku? Gwiazdy były u szczytu swojej kariery, płyty, trasy koncertowe i miliony fanów. W dodatku panowie nie przypadli sobie do gustu.Według Michaela, Freddie zażywał zbyt dużo kokainy w jego salonie natomiast Mercury nie mógł znieść tego, że Jacko nalegał aby w studiu nagraniowym znalazł się Louie. Kim jest Louie? Jest to ulubiona lama Jacksona. Pewnego dnia Bulsara nie wytrzymał i zadzwonił do mangera Queen, Jima Beacha mówiąc: "Miami, zabierz mnie stąd, nagrywam z lamą". Był to dla niego tak wielki problem, że przerwał sesję nagraniową. Każdy artysta ma jakiegoś bzika, w tym przypadku MJ uwielbiał przyprowadzać do studia egzotyczne zwierzęta. 
Fani cały czas czekają na skończenie pozostałych dwóch utworów. Kto wie, może w niedalekiej przyszłości usłyszymy pełne wersje albo wręcz przeciwnie. Na pierwszy ukończony kawałek musieliśmy czekać ponad 30 lat więc za następne trzy dekady doczekamy się może dokończonego Victory.
Zapraszam do przeczytania innych postów. :)

czwartek, 27 sierpnia 2015

Joe Cocker i "jego hity"

Każdy kto interesuje się muzyką powinien znać nieżyjącego już Cockera. Artysta zmarł w grudniu ubiegłego roku na raka płuc jednak pozostawił po sobie kawał dobrego dorobku w postaci znakomitych utworów. Głos, którego nie da się podrobić do tej pory bardzo często rozbrzmiewa w radiach na całym świecie. To smutne lecz taka jest kolej rzeczy.
Faktem jest to, że każdy artysta wykorzystuje sample lub całe, gotowe utwory i przypisuje je sobie co często kończy się w sądzie. Z Joe Cockerem nie było inaczej. Jego sześć największych hitów to covery.
Dzisiaj nie mam zamiaru nic oceniać jak to mam w zwyczaju lecz chcę przedstawić oszukaną twórczość jednego z najlepszych wokalistów wszech czasów.
Zacznijmy od samego początku czyli od pierwszego przeboju z 1969 roku "With a Little Help From My Friends". Właśnie z tym utworem Joe wystąpił na Festiwalu Woodstock. Czy cover może przebić oryginał zespołu The Beatles? Jak widać tak, kawałek grupy z Liverpool'u z 1967 roku został zapomniany a nasz dzisiejszy bohater postanowił doskonale to wykorzystać.
Druga akcja działa się pięć lat później czyli w 1974 roku a dokładnie w sierpniu . Czy jest ktoś, kto nie zna "You Are So Beautiful"? Największy hit Cockera jest również całkowicie zerżnięty. Billy Preston zaledwie cztery miesiące wcześniej wydał oryginał, który również nie był popularny. Jak to jest, że są artyści, którzy potrafią zmienić wszystko w złoto? Oczywiście każdy poprzednik hitów Joego czerpie tantiemy o wysokości ustalonej na drodze sądowej.
Chwilę było cicho, zero afer, zero hitów aż do 1986 roku i genialnego przeboju "You Can Leave Your Hat On", który to był nominowany do nagrody Grammy w kategorii najlepsze męskie wokalne wykonanie - rock. Kolejnie pięknie wykorzystana sytuacja i totalnie skopiowana piosenka z repertuaru Randy'ego Newman'a  z 1972 roku.
Joe Cocker zaczął szaleć i rok później, w 1987 wypuścił kolejny utwór "Unchain My Heart", który w oryginale śpiewał Ray Charles aż w 1961 roku. Swoją drogą, zdecydowanie wolę starszą wersję, chociaż nie muszę mówić czyje wykonanie stało się popularniejsze.
Koło się kręci a w 1994 roku mogliśmy usłyszeć drugi największy przebój artysty "Summer In The City", który w 1966 roku wydał amerykański zespół rockowy The Lovin' Spoonful. Co ciekawe oryginalne wykonanie znalazło się na 401. miejscu listy 500 utworów wszech czasów magazynu "Rolling Stone".
Ostatni przedstawiony dzisiaj kawałek ma tyle lat co ja, więc powstał w 1998 roku a mowa tu o "What Becomes Of The Broken Hearted". Wokalista, Jimmy Ruffin, który stworzył ten hit w 1967 został zupełnie niedoceniony, chociaż jego wykonanie również zasługuje na uwagę. 
Na sam koniec chcę tylko dodać, że ostatni miesiąc bez postów był spowodowany wakacjami, w końcu też muszę odpocząć od bloga i zregenerować siły. Jednak moja prawa ręka czuwa i nie pozwala mi na odpoczynek. Od września wracam z nowymi pomysłami i nowe posty będą publikowane dwa razy w tygodniu w środy i niedziele.
Zapraszam do przeczytania innych postów. :) 

wtorek, 21 lipca 2015

Czy musimy się za nich wstydzić?


Moja wierna pomysłodawczyni podrzuciła mi pewien ciekawy temat. Otóż wiele jest takich utworów, które są nijakie i wręcz nie da się ich słuchać. Własne o trzech według mnie najgorszych kawałkach będzie dzisiejszy post. 
Smutne jest w tym wszystkim to, że ludzie tego słuchają i w dodatku jeszcze się tym zachwycają chociaż tak naprawdę nie ma czym.
Znana z klipów Donatana, modelka Luxuria Astaroth wypuściła pierwszy singiel zapowiadający jej nową płytę. Zgodzę się z tytułem oraz refrenem, to istna pułapka. Wystarczy raz posłuchać i ma się zepsuty dzień. Ale o czym może śpiewać dziewczyna, która nie powala inteligencją? O imprezach i alkoholu, to oczywiste. Chociaż wspomina o miłości nie stawia jej na pierwszym miejscu, whisky z colą jak widać to priorytet.
Teledysk jest tak bardzo kiczowaty, że gorszy być nie może. Z osiemnastoletniej Kamili zrobili pięćdziesięcioletnią kobietę. 
Oglądając klip można dostać epilepsji. Jedyne co mnie pociesza to liczba "lajków" na YT, świadczy to o tym, że Polska nie straciła jeszcze gustu muzycznego.
Jest jeszcze ktoś, kto nie słyszał o Warsaw Shore? Wątpię. Elizka, "wielka gwiazda" jak na każdą celebrytkę przystało postanowiła, że spróbuje swoich sił w muzyce. No cóż, mogła sobie odpuścić. Wybitny tekst o imprezach i jej wielkiej miłości jaką jest Trybson. Tak, dokładnie do niego jest skierowana ta piosenka. Gdybym była nim, za coś takiego mogłabym się obrazić. Dodatkowo proponuję kupić jej porządny słownik, ponieważ w naszym języku jest takie słowo jak "parkiet". Jakby tego było mało to został wpleciony zupełnie niepotrzebnie najbardziej wieśniacki instrument, który jest wyznacznikiem obecnych hitów a mianowicie saksofon. 
Teledysk uświadamia nam, że najlepiej być przypakowanym karkiem niż gościem z większym IQ od Elizki z Trybsonem razem wziętych. Na koniec para zakochanych odjeżdża (jak najdalej) wypożyczonym samochodem. Wspaniale.      
Jednak słaba znajomość naszych, polskich słów nie jest tak bardzo zauważalna u Elizki, gorzej a nawet fatalnie już jest u Nataszy. Wisienka na torcie, Urbańska i jej Rolowanie.
Tego się nie da ani słuchać ani zrozumieć. Tydzień po opublikowaniu tej piosenki wokalistka przyznała, że to jest tylko żart nawiązujący do zachowań dzisiejszej młodzieży. Do głowy przychodzi mi tylko jedno pytanie, gdzie ona znajdzie takie osoby? Prawdopodobnie przesadziła i tylko się ośmieszyła.  Teledysk przypomina sceny z beznadziejnego, niszowego horroru, zresztą Natasza też nie wygląda najlepiej.
Przeraża mnie to, że nie potrafię nawet tego zinterpretować. Czy w historii ludzkości powstanie jeszcze gorszy singiel? Czy dalej będziemy katowani czymś takim? Wszystko jest możliwe. Jednak w głębi serca mam nadzieję, że już nigdy o niej nie usłyszę. Józefowicz może być z niej dumny. 
Zawsze się znajdzie przynajmniej jedna piosenka, która jest totalnym niewypałem ale powyższe to chyba zwykły żart lub prowokacja.
Zapraszam do przeczytania innych postów. :)

środa, 15 lipca 2015

Psy - Gangnam Style

Zdecydowanie, tej piosenki nie muszę przedstawiać.


Największy sukces w historii YT, nikt się nie spodziewał tak wielkiej ilości odtworzeń tego teledysku. Statystyczne co trzecia osoba na świecie widziała ten klip, który został wpisany do Księgi Rekordów Guinnessa za największą ilość "łapek w górę" a piosenkę słyszał już prawie każdy.  Ponad dwa miliardy odsłon to jest naprawdę powód do dumy. Dokładnie trzy lata temu już mogliśmy oglądać ten teledysk i jego sława ucichła. Hit jednego lata.
Tak zupełnie serio, kto nie próbował naśladować tych dziwnych kroków tanecznych? Taniec konia wykonywano wszędzie, nawet organizowano wielkie flash moby. Można było zapomnieć już na dobre o Macarenie. Dzięki Gangnam Style popularny na świecie stał się k-pop. Ale co Psy ma takiego w sobie, co zainteresowało 1/3 świata? Nic szczególnego. Chwytliwa melodia, tekst niezrozumiały dla większości populacji i teledysk ze sporą ilością znanych osób. Kolejny przepis na sukces.
Skoro jesteśmy już przy tekście, to należy wyjaśnić o czym jest. Czy lekko bezsensowna zbieranina słów o idealnej dziewczynie z bogatej dzielnicy Gangnam jest warta uwagi? No nie, ale można się trochę pośmiać z nowobogackiego stylu. I właśnie to robi nasz dzisiejszy bohater. Warto też wspomnieć, że Psy wydał już kilka płyt, które zostały zakazane w Korei Południowej ze względu na wulgarne teksty.
Teledysk natomiast to dosłownie zbieranina pomysłów i zdjęć. Jest tam wszystko, nawet taneczne bitwy, które zupełnie nie pasują do ogólnego charakteru utworu. Azjaci rzeczywiście potrafią zrobić niezły bałagan i jeszcze go sprzedać ze sporym zyskiem. 
Fascynujący przypadek zaradności i totalnego rozgardiaszu, który opanował cały świat bez wyjątków.
Zapraszam do przeczytania innych postów. :)