sobota, 28 maja 2016

Podryw. Jak to wygląda w praktyce.

Miłość to nie jest taka prosta sprawa jak może się niektórym wydawać. Masa czynników składa się na sukces. Najważniejszy jest podryw i właśnie dzisiaj zamierzam się o nim rozpisać.

Więc jak to wygląda w praktyce. Na to pytanie rewelacyjnie odpowiadają piosenki pewnego hiszpańskiego piosenkarza, na widok którego dziewczyny mdleją. Taki europejski Bieber (nie obrażając oczywiście Alvaro Soler), chociaż znacznie przystojniejszy. Jego najnowszy utwór "Sofia" opowiada o zjawisku, które bardzo mnie ciekawiło, a raczej o jego smutnym zakończeniu. Na szczęście znalazł się ktoś, kto bardzo chętnie mi pomógł w rozwikłaniu zagadki, która męczy większość dziewczyn w moim wieku. Jak wygląda podryw z perspektywy dwudziestoletniego mężczyzny.
Jednak zanim rozwinę główny temat zatrzymajmy się na chwilę przy Alvaro. Gość zaistniał dzięki "El mismo sol", którą to piosenkę mogliśmy usłyszeć nie raz w radio. I tak później jego jakże urocza buźka i wyjątkowy, a nawet hipnotyzujący głos podbił serca ludzi na całym świecie, a w szczególności na jego punkcie zwariowały dziewczyny, wszystkie. 
Dla osób, które nie znają języka hiszpańskiego albo są za bardzo leniwi, żeby sprawdzić o czym jest tekst zapewne zdziwi, że pomimo wesołej melodii i wesołego głosu wokalisty utwór należy do tych z kategorii smutnych. Tak, kolejna piosenka o rozstaniu i o tym, że z innym jest jej lepiej. Co najbardziej mnie dziwi, to jego przyznanie się do błędów i akceptacja tego co się stało. Gdyby każdy facet to potrafił. Więc jak to wygląda? Tutaj przychodzi z pomocą niesamowicie pozytywna osoba, która motywuje każdego w swoim otoczeniu w tym także mnie. Taką pierwszą rzeczą, o której trzeba pamiętać to standardowo bycie sobą. Jednak to wbrew pozorom nie jest takie łatwe. Zawsze występuje ten wewnętrzny strach, który nas dosłownie paraliżuje, co sprawia, że kłamiemy i jesteśmy sztuczni. Druga sprawa, to mów to co myślisz ale to też nie wychodzi tak jakbyśmy chcieli. Znowu wkrada się stres, a jego skutki później wychodzą na światło dzienne w najmniej odpowiednim momencie. W sumie to też odpada. Trzecia i ostatnia sprawa to można oczarować wybrankę swojego serca cudownym uśmiechem lub pięknymi oczami. No chyba, że tego nie posiadasz. Jeszcze nie wszystko stracone, możesz zapanować nad stresem i postawić sprawę jasno. Większość dziewczyn nie lubi owijania w bawełnę, a takie obchodzenie tematu jest najgorsze. Rewelacyjny przepis na sukces. Zdecydowanie potwierdza to Alvaro. Niestety dzisiaj idealny i pożądany typ faceta to napakowany, imprezujący i wulgarny kark. Najgorsze jest to, że romantycy odchodzą do lamusa i nikt już ich nie zauważa, a szkoda. 
Zapraszam do przeczytania innych moich postów. :) 

wtorek, 17 maja 2016

To już 30 lat! cz.1

Nie tak dawno spotkałam się z dwoma zespołami, które świętują w tym roku swoje trzydziestolecie. Jednym z nich była kapela, o której prawdopodobnie nigdy nie usłyszałabym, gdyby nie moi kuzyni, którzy w okresie dorastania katowali ich muzykę non stop. Każdy tegoroczny maturzysta przed pierwszym egzaminem dla odstresowania nucił sobie ich flagowy kawałek "Matura" i po takiej chwili relaksu zdał wszystko śpiewająco. Dokładnie tak, chodzi o Farben Lehre.
Panowie nie próżnowali i przez trzy dekady regularnie zaskakiwali swoich fanów kolejnymi utworami, które stały się wizytówką polskiego punk rocka. Legendarne "Spodnie z GS'u" bardzo często rozbrzmiewają w moim domu, a utwór "Kwiaty" śpiewam każdej osobie wkraczającej w dorosłość. Nie wiem skąd czerpią tyle energii ale na ich koncertach nie można stać w miejscu, cała ta wyczuwalna miłość Farben Leher do muzyki udziela się publiczności, która od razu reaguje.
Jak można ich określić w kilku słowach? Pozytywny kop. Gdy brak Ci inspiracji, jesteś w dołku, nie masz weny twórczej wystarczy, że przesłuchasz przynajmniej jeden ich kawałek, od razu jesteś pozytywnie nastawiony do życia. 
Miałam szczęście, bo z okazji tak pięknego jubileuszu jeden z koncertów był niedaleko mojego miejsca zamieszkania. Oczywiście nie mogłam nie skorzystać z takiej okazji!
Na kilka pytań odpowiadał mi Wojciech Wojda.

-  30 lat to kawał czasu. Zmieniliście się przez ten okres?
- Najtrudniej jest samemu oceniać zmiany, które w Tobie zachodzą, dlatego, bo nie jesteś obiektywny. Wiesz, jak ja stoję przed lustrem to zawsze widzę tego samego faceta natomiast 20 lat temu był trochę inny z wyglądu i zachowania, bo jednak doświadczenia robią swoje i upływający czas też robi swoje. Człowiek wraz z wiekiem staje się bardziej dojrzały też bardziej pewny swoich poglądów i bardziej świadomy swojej drogi życiowej i tego, co chce w życiu osiągnąć. Tego typu zmiany dostrzegają na pewno ludzie, którzy nas obserwują od początku. Ale my też gdzieś tam widzimy, że stajemy się coraz bardziej świadomi tego co robimy i tego czym jest muzyka i również dzisiaj jesteśmy w stanie odpowiedzieć na pytanie czy wybór, którego dokonaliśmy 30 lat temu był słuszny. Oczywiście, że był. Jeżeli chodzi o zmiany to tak, ale one wynikają z naturalnych kolei losu.
- A polski punk rock uległ zmianie?
-Oczywiście zmiany muzyczne to już nie nam oceniać. W ślad z dojrzałością, w ślad z doświadczeniem, w ślad ze zgraniem i osłuchaniem z muzyką pojawiają się nowe kreatywne pomysły, które powodują, że zespół muzycznie też się zmienia. Pierwsza płyta „Bez Pokory” i ostatnia płyta „Achtung 2012” to są dwa różne światy, nie da się tego ukryć i nie da się od tego uciec. To są zmiany ewolucyjne i my nigdy nie nagraliśmy płyty pod wpływem panujących trendów, że na przykład jak jest modny hip hop czy techno to zaraz jest to w naszej muzyce, bo tak nigdy nie było i to się szybko nie zmieni. Natomiast zmiany w punk rocku, ta sama sytuacja. W latach 70. kiedy punk rock tak naprawdę rozprzestrzeniał się po różnych krajach, głównie w Europie i Stanach Zjednoczonych, choć nie tylko to była pewnego rodzaju świeża subkultura, świeża idea, świeży trend i ona na pewno z czasem straciła na wartości, a z drugiej strony zyskała na dojrzałości i dzisiaj już nie wystarczy wziąć gitarę, znać trzy chwyty i założyć zespół i od razu się zyskuje jakiś poklask i publiczność, bo to nie jest już takie proste jak na początku bywało. Zawsze Ci pierwsi mają trudniej i łatwiej. Z jednej strony trudniej, bo muszą się przebić przez mur konserwatyzmu, a z drugiej mają łatwiej, bo są młodzi i im się wszystko wybacza. Dzisiaj takiego poziomu muzycznego jak niektóre kapele z lat 70. by się nie wybaczało młodym kapelom. Na pewno główna zmiana w punk rocku polega na tym, że jeżeli zespoły w tej muzyce funkcjonują to grają dużo lepiej technicznie niż wcześniej. Następna sprawa to przekaz, tam też się trochę pozmieniało. W Polsce kiedy punk rock się pojawił w latach 80. panował socjalizm, taka epoka Gierkowska, później stan wojenny, to były sprzyjające okoliczności do tego żeby muzyka punk rockowa i cała idea punk rockowa się rozwijała. Jak padła w 1989 roku komuna to z punk rockiem był ten sam problem co z kabaretem, trudno było znaleźć przeciwnika, jakiś punkt odniesienia, na którym spoczęłaby krytyka, jakaś fala ataku merytorycznego. Wcześniej było to łatwiejsze i to też jest pewnego rodzaju problem dzisiejszych kapel punkowych, że zespoły straciły ten punkt odniesienia i nie za bardzo wiedzą co chcą przekazać. Stąd też niewiele neo punkowych zespołów. Śpiewanie po angielsku jest w ogóle bez pojęcia, to jakby ktoś po polsku śpiewał w Anglii. To są te podstawowe zmiany natomiast muzyka dojrzała, trochę się osłuchała, to już nie jest dzisiaj szokujące, nie jest prowokujące, nie jest nic nowego. Na pewno nie jest to tak świeże jak było kiedyś i stąd też trzeba przyznać, że punk rock nie ma dzisiaj takiego oparcia w młodych osobach, które chciałyby zakładać zespoły punkowe. W latach 70. czy 80 kapele powstawały jak grzyby po deszczu, dzisiaj hip-hopowe powstają w ten sposób więc to też zmiana czasów i to też trzeba uwzględnić, że niestety punk rock nie stoi obok rzeczywistości tylko jest w niej. W związku z tym, jak się zmienia otoczenie, rzeczywistość, klimat to tak się zmienia sam punk rock.
- Śledzicie na pewno dokonania różnych artystów. Jest coś, co Was denerwuje, zniesmacza w popularnej muzyce?
- Generalnie uważam, że 95% rozgłośni radiowych jest do spalenia, do zaorania i zasiania na nowo, po prostu jedną z najgorszych gałęzi, którą zepsuła wolność i zespół wolny rynek to najgorszym podmiotem są media, to jest najbardziej zepsuta sfera ze wszystkich sfer. Nie artyści, nie muzycy, nie malarze, nie piekarze, nie robotnicy tylko właśnie sfera mediów, to jest najbardziej zepsuty organizm i trzeba by było zaorać, dlatego, bo ludzie pracujący w mediach w 90% stracili jakąkolwiek pasję do tego żeby to robić, jakieś idee. Automatycznie też stracili gust bowiem w mediach ogólnopolskich panuje bezguście. Tu nie chodzi o to, że nie ma takich zespołów jak Farben Lehre, bo to czy jesteśmy czy nas nie ma to się świat nie zawali, to nie chodzi o to. Panuje totalne bezguście i cytat z piosenki Maleńczuka w tym przypadku jest jak najbardziej adekwatny, że „to co widzę w telewizji to dno”. To jest żenujące, że po tylu latach zniewolenia, kiedy nagle nastąpił powiew wolności tzw. wolny rynek, wolny wybór, nagle ludzie zapomnieli o tym wolnym wyborze, bo znowu tak jak za komuny są trzy kapele na krzyż.
Z komuny było tak, że było kilka zespołów typu Lombard, Bajm, Budka Suflera, Lady Pank, Oddział Zamknięty, Mannam, Perfect i koniec, reszta miała drzwi zamknięte. Obecna sytuacja jest podobna, znowu jest kilka zespołów w mediach, a reszta ma drzwi zamknięte ale różnica polega na tym, że tamte kilka kapel reprezentowały wysoki poziom. Dzisiaj te kapele, które przodują w mediach to po prostu miernota i katastrofa. Ja uważam, że media zamiast pomagać tym artystom, zamiast kreować sztukę robią krok do tyłu. Fakt, że niektóre media rockowe zmieniają się w disco polowe też o czymś świadczy, to są zupełnie złe kierunki. Tak jak mówię, ludzie pracujący w mediach zatracili jakikolwiek gust, po prostu opierają się na jakiś bezsensownych badaniach, które w ogóle nic nie wnoszą, na jakiś statystykach, które nie mają nic wspólnego ze sztuką, z muzyką, z wrażliwością, z przekazem, z estetyką. W związku z powyższym, tych wszystkich ludzi z radia, a przynajmniej 90% należałoby zwolnić, tak jak  polityków, ale tych przede wszystkim. Politycy się zmieniają, a w radiach ci ludzie bardzo często siedzą aż do emerytury, pewna grupa się przyspawała do stołków i nic się nie zmieni. Ci ludzie już nie są kreatywni, są zmęczeni, są zmanierowani i to jest bardzo złe zjawisko jak dla mnie. Jeśli chodzi o to co ja sądzę o takiej muzyce to uważam, że media media szkodzą dobrej muzyce, a promują dziadostwo, które bez mediów by sobie nie poradziło. Wystarczy zrobić prosty eksperyment, ja się tutaj nie będę bawił w Einsteina ale wystarczy na pół roku zabrać tym zespołom radio i telewizję, wyłączyć z mediów i twierdzę, że po miesiącu już ich nie ma. Ludzie zapomną o nich szybciej niż im to się wydaje. Tak samo jest z politykami, jakby politykom ktoś zabrał dostęp do telewizji to te mordy przestałyby straszyć, a tak to są codziennie i tak samo jest z zespołami. Ja mówię, nie ubolewam nad tym, że nie ma takich zespołów jak mój, bo to nie o to chodzi. To ubliża jakiemukolwiek gustowi muzycznemu, takie mam zdanie na temat tych zjawisk medialnych i nie będę się wypowiadał z nazwy, bo to nie ładnie.
- Macie już sporo płyt na koncie, a która z nich jest najbardziej udana?
- Wydaliśmy 10 płyt studyjnych puls Project Punk czyli to jest 11 naszych dzieci. My jako autorzy powiemy, że wszystkie mają miejsce w historii i swój wkład do twórczości Farben Lehre natomiast są płyty bardziej udane i mniej udane z tym się mogę zgodzić ale nie powiem która jest ulubiona. „Achtung 2012” była nagrana jako dziesiąta płyta i ta dziesiątka zobowiązuje. Po tylu doświadczeniach studyjnych, po tylu doświadczeniach grania, myślę, że zespół powinien nauczyć się nagrywać już dobre płyty i realizować się w studio. Myślę, że płyta „Achtung 2012” to album rzeczywiście, do którego najmniej byłbym w stanie się przyczepić. Gdybym miał się merytorycznie czepiać do zawartości.
- A która kosztowała Was najwięcej pracy?
- Wiesz co, zawsze jest tak, że to pierwsza płyta kosztuje najwięcej pracy, bo materiał na pierwszą płytę powstawał przez cztery lat, zbieraliśmy piosenki, część odrzucaliśmy, część braliśmy nowych, zmieniał się skład, siłą rzeczy do tej pierwszej płyty się człowiek przygotowuje. Tak jak pierwszy koncert wiąże się z największą tremą, tak pierwsza płyta wiąże się z największą pracą. Pozostałe płyty to mniej więcej taki sam wkład jaki jest potrzebny do zrobienia płyty. Jeśli są pomysły to album dość szybko się tworzy, nie ma pomysłów to powstaje w bólach. Nasze płyty nie powstają w bólach, dlatego że my nie mamy ciśnienia. W tej chwili mija czwarty rok od wydania „Achtung 2012”, a my się nie spieszymy z następną płytą studyjną. Będzie pomysł – będzie płyta. Obecnie jest pomysł na płytę akustyczną.
- Kawałek „Wataha” to utwór odnoszący się do Was, taki klasyczny punk rock, to coś w rodzaju swoistego hymnu?
- Kawałek „Wataha” ma swoją historię, tekst powstał w 1990 roku czyli dawno temu i tekst przez 13 lat nie mógł doczekać się wersji z muzyką, a to dlatego, że tekst jest dość rozbudowany, poszczególne wersy nie są równe, to nie jest zbyt rytmiczny tekst, a z drugiej strony nie mogliśmy trafić z pomysłem. Okazało się, że najciemniej jest pod latarnią. Tam gdzie się tego nie spodziewaliśmy jest najprostsze rozwiązanie czyli zastosować klasycznego punk rocka, w którym czujemy się dobrze i w nim się dobrze sprawdzamy od lat. Niewiele się pomyliliśmy, bo „Wataha” w wersji punk rockowej powstała w tydzień. Przez 13 lat nie mogliśmy skończyć utworu, który później powstał w tydzień. Równie hymnowo brzmi „Ferajna” i jeszcze parę utworów by się znalazło, a takie było założenie żeby „Wataha” była hymnem i mi się wydaje, że ten utwór nie jest jeszcze na tyle popularny żeby tako nim mówić.
- Jesteście dumni i zadowoleni z popularności utworu „Matura”?
- Ten kawałek powstał w konkretnych okolicznościach. Przede wszystkim nie można się wstydzić utworów, które zrobiło się wcześniej, to duży błąd. Pamiętam czasy w zespole T.Love kiedy Muniek wstydził się swoich starych utworów i przestał je grać na koncertach. Uważał, że to są licealne piosenki, nie biorąc pod uwagę tego, że ludzie ich chcą. Wycofanie takiego utworu jak „Matura” nie obyłoby się bez szumu publiczności, która by się domagała tego utworu. Już parę koncertów zagraliśmy bez tej piosenki i wiemy, że to się kończy tym, że jak dochodzi do bisów to i tak ludzie chcą tej piosenki, już nie mówiąc o Spodniach z GS’u, których nie sposób nie zagrać.
- Skoro już przy tym jesteśmy to faktycznie ktoś z Was miał takie szerokie, fioletowe spodnie z GS’u?
- Nie no, jest prawda czasu i prawda ekranu. W ogóle historia powstania tego utworu jest prostsza niż się komukolwiek wydaje. Była pewna zakrapiana impreza, Franek, Który grał z nami w zespole The Butels, zrobił dwie zwrotki, a ja po latach dopisałem trzecią i razem siedzieliśmy i poprawialiśmy zwrotki i tak powstał tekst. Po rozpadzie The Butels sięgnęliśmy po ten utwór, bo szkoda, żeby przepadł w otchłani historii. I tak później ten utwór znalazł się na albumie „Pozytywka” i ja bym tutaj nie przypisywał prawdziwych historii. Mi się śmiać chce, bo mało kto wie ale w 2003 roku, właśnie po wydaniu albumu „Pozytywka” na jakimś tam portalu utwór ten był nominowany jako jeden z najgłupszych tekstów i komentarze były takie, że teksty Farben Lehre niewiele sobą reprezentują. Ja mogę powiedzieć, że osoby, które tak pisały też niewiele sobą reprezentują, bo odróżnienie komedii od horroru to podstawa dobrego kinomana, a odróżnienie żartu muzycznego od muzyki to podstawa dobrego słuchacza. Ale parę spodni z GS’u widziałem na koncertach.
- Skąd pomysł na „Anioły i Demony”? Ten kawałek wydaje mi się trochę nie w Waszym stylu.
- My wypracowaliśmy taki model grania, który nie opiera się na jednej stylistyce, nie jesteśmy zespołem metalowym, nie jesteśmy zespołem hard rockowym, nie jesteśmy zespołem hip-hopowym, nie jesteśmy zespołem, który się łatwo określa. My od pierwszej płyty sięgamy po różne gatunki muzyczne, po różne klimaty, już na pierwszej płycie jest taka piosenka jak „Krótka piosenka”, a już później były „Helikoptery” w wersji reggae. „Anioły i Demony” są w tym samym stylu. Anioły to faktycznie pierwszy utwór, który wypłynął gdzieś tam na szerokie wody, zyskał większą akceptację publiczności i ludzie bardziej się z nim utożsamiają i go śpiewają na koncertach.
- O czym jest tak naprawdę ta piosenka?
- Nie ukrywam tego, że było to nawiązanie do filmu z Tomem Hanksem. Ta piosenka to jest pewnego rodzaju impresja, są różnego rodzaju teksty, jedne opowiadają jakąś historię, drugie teksty to żart na jakiś temat, jeszcze inne teksty mają konkretny przekaz typu „Judasz” gdzie przekazują jakieś prawdy życiowe, mniej lub bardziej wybredne i mniej lub bardziej ofensywne w przekazie ale są też teksty impresyjne. Tam jest zabawa słowem i zabawa różnymi wersami. Tak jest z Aniołami i Demonami, to nie jest jakiś konkretny przekaz tylko sugestia, żeby spojrzeć na świat bardziej przychylnie i zwrócić uwagę na te rzeczy dobre, a nie tylko na te rzeczy, które są złe, bo ludzie, a Polacy w szczególności to malkontenci, którzy mają duże tendencje do narzekania jak to jest źle. Więc jest to tekst przeciwko malkontentom, żeby nie być takim i szukać tego co jest pozytywne, nie przejmować się śmieciami, które są zupełnie zbędne. Jak ja mam brudno w pokoju to posprzątam, a nie będę chodził i się martwił i drapał po głowie, o jej jak jest brudno. To samo jest tutaj, jeśli coś mnie drażni to staram się to zmienić i znaleźć jakieś pozytywy.
- Ze względu na Wasz długi staż pracy macie jakieś rady dla raczkujących zespołów punk rockowych?
     - Ja bym nie globalizował punk rockowych, bo pierwsza płyta Farben Lehre ma więcej               wspólnego z twórczością The Cult, takiego bardziej rockowego zespołu. Ja bym nie przywiązywał uwagi, a młodym zespołom radziłbym się zastanowić co jest dla nich najważniejsze, bo jeśli zakładasz zespół i nie odpowiesz sobie na to pytanie to może się okazać, że to był zły pomysł. Jeśli dla Ciebie najważniejsze są pieniądze, sława, apanaże, splendor towarzyski, prestiż w rodzinie i to, że możesz się pochwalić kolegom, a muzyka jest na drugim miejscu to lepiej sobie odpuścić, bo nic z tego nie będzie. Ta cała kariera i splendor będzie chwilowy, a w gruncie rzeczy to strata czasu. Natomiast jeżeli ktoś uznaje, że dla niego najważniejszym zjawiskiem jest muzyka i dążenie do tego, żeby była ona lepsza, coraz bardziej dojrzała, coraz bardziej jeden z drugim będzie się bardziej realizować przez dźwięki i uznaje, że to jest droga, którą chce wybrać to wtedy niech to robi i wtedy niech nie zważa na przeszkody, na kłody rzucane pod nogi, bo młodym zespołom nigdy nie było i nie jest łatwo. Mówię oczywiście o zespołach, które poważnie podchodzą do tematu, a nie takie, że zespół zaczyna swoją karierę od tego, że wydeptuje ścieżki do jakiś pacanów radiowych, żeby im dupę wylizać, i żeby grali ich piosenki. A gdzie tu muzyka? Młode zespoły zanim się zejdą i zaczną grać próby i zaczną grać próby muszą sobie zadać pytanie po co się spotkaliśmy. Jak chcesz sobie pograć to sobie pograj w domu, jak chcesz przeżyć przygodę to weź gitarę i graj na ulicy, a po paru godzinach Ci się odechce, zgarnie Cię policja, dostaniesz 5 złoty w kapelusz i tyle. Jeżeli chcesz rzeczywiście z tą muzyką coś zrobić, uważasz, że to jest Twój kierunek, to co chcesz robić w życiu to wtedy jest szansa, że się uda. Tego właśnie życzyłbym młodym kapelom i nie ma się co patrzeć na niesprzyjające okoliczności, bo jeżeli jesteś prawdziwy to prędzej czy później ludzie to docenią, nawet jeśli przyjdzie Ci czekać 15 lat pod warunkiem, że chcesz to robić. Jeśli udajesz, jesteś kimś innym niż mówisz, że jesteś, w ogóle muzyka to jeden z Twoich przystanków na drodze. Dzisiaj się zajmuję zwierzętami, jutro jestem muzykiem, może będę jeszcze urzędnikiem, a może komputerowcem czy piekarzem to lepiej odpuścić. Jeżeli to ma być cel, a celem jest dobra muzyka to trzeba sporo pracy, samozaparcia, a przede wszystkim pasji i jeżeli to jest to wtedy warto grać. Rzeczy nieszczere się nigdy nie obronią, nawet jeśli coś dzisiaj na topie to za 10 lat pies z kulawą nogą nie będzie tego pamiętał. 

Dziękuję Panu Wojtkowi za poświęcony mi czas, rewelacyjną współpracę i wyczerpujące wypowiedzi.
Całemu zespołowi Farben Lehre życzę dalszej owocnej pracy i kolejnych lat na scenie! :)
Zapraszam do przeczytania kolejnych moich postów, :)

środa, 27 kwietnia 2016

Co łączy Boney M i Abbę?

Z dnia na dzień czuję się coraz bardziej stara więc myślę, że najwyższy czas sobie trochę powspominać i w pewnym sensie kontynuować wcześniejszy post. Mogłam może mieć siedem lat gdy odkrywałam świat muzyki na własną rękę i przesłuchałam masę utworów ale tylko dwa zespoły zapadły mi głęboko w pamięć. Mogę je spokojnie nazwać symbolami mojego dzieciństwa, chociaż są to grupy wczesnej młodości mojego taty. Chyba wtedy najbardziej mi się podobały te dziwne stroje typowe dla lat siedemdziesiątych, bo jestem pewna, że mając kilka lat nie zwracałam uwagi na tekst, symbolikę i zawarte interpolacje. 
Pierwszym zespołem była szwedzka Abba, którą wciąż lubię sobie posłuchać gdy brak mi motywacji.
"Waterloo" było takim utworem, przy którym najbardziej lubiłam się ruszać po babcinym salonie ale o niekontrolowanych ruchach będzie więcej przy drugim zespole. Zresztą, tą właśnie piosenką wygrali Eurowizję w 1974 roku i w stu procentach na to zasłużyli. Ciekawe czy ktoś w podobnym wieku do mojego przyzna się do słuchania Abby czy nawet Modern Talking, który to jest powszechnie uważany za szczyt żenady. Smutne, że nikt otwarcie nie powie o swoich wyborach, bo boi się odrzucenia. Wracając do Szwecji, zespół po 10 latach kariery zakończył działalność, a ich piosenki do dziś rozbrzmiewają w stacjach radiowych czy nawet na dobrych imprezach. Film "Mamma Mia!" oraz spektakl o tym samym tytule w Teatrze Muzycznym Roma, swoją drogą rewelacyjny, są genialnym podsumowaniem tej burzliwej dekady.
Kolejny i ostatni zespół to zachodnioniemiecki Boney M. Ci, którzy znają tą grupę to tak, urzekł mnie jedyny mężczyzna w zespole, który posiadał talię o jakiej marzy większość dziewczyn i burzę czarnych loków nie tylko na głowie czyli Bobby Farell. Niestety, obiekt westchnień siedmiolatki zmarł sześć lat temu. Pocieszające jest to, że trzy karaibskie emigrantki mają się dobrze. Warto się jednak przez chwilę zatrzymać przy tajemniczym Farell'u. Wydawało mi się, że jest on taką wizytówką, takim rodzynkiem ale coś za mało śpiewał. Okazuje się, że on nigdy nie zaśpiewał na scenie, tylko dobrze grał. Ten charakterystyczny, murzyński głos należał do Franka Farian'a, który to w 1974 roku wyszedł z inicjatywą założenia zespołu. Pomimo tak sporego przekrętu, który wyszedł dopiero niedawno, wiernych fanów jakoś to nie zraziło do nieistniejącego już zespołu ale sezonowców już tak. Jeśli chodzi o utwory to były one aż za bardzo komercyjne, ważne, że dobrze się sprzedawały, a ludzie świetnie się przy nich bawili. "Daddy Cool" jest chyba najbardziej rozpoznawalnym kawałkiem całej grupy, a później to "Rasputin", który rewelacyjnie przerobił na metal zespół Turisas. Ja cały czas lubię naśladować te dziwne i niekontrolowane ruchy Bobby'ego do tego kultowego już euro disco.
Czy dzisiejszy Gang Albanii czy inne zespoły zastąpią te kolorowe grupy z lat siedemdziesiątych? Kto wie, może za 40 lat ktoś napisze podobnie o Popku. ;)
Zapraszam do przeczytania innych postów. :)

sobota, 16 kwietnia 2016

Coldplay - Hymn For The Weekend

Wczoraj zaczęliśmy weekend, a więc...

Dobrze jest rozpocząć kilka dni wolnych od pracy fajną piosenką. Niewątpliwie większość z nas świętuje odrobinę luzu właśnie z powyższym kawałkiem. Dlaczego? Wpierw wszyscy patrzą na tytuł, później na chwytliwą i relaksującą melodię, a na koniec oglądają kolorowy teledysk. Ci, którzy znają chociaż trochę język angielski wyłapują prostsze słowa i tłumaczą sobie na polski, jednak to nie wystarczy.
Indie, kraj ostrego żarcia, Bollywood'kich filmów, pięknych krajobrazów i kolorowych sari. Numer jeden na mojej liście krajów do odwiedzenia. W ramach piosenki dnia przeniesiemy się do tego jakże niezwykłego kraju.
Właśnie świętujemy wiosnę, czyli kolorowe (jak wszystko w Indiach) Holi, na którym to wszyscy obrzucają się kolorowymi farbkami. Ogólnie super, każdy się bawi tylko szkoda, że przez jeden dzień. W trakcie tego festiwalu grupa Coldplay, o której już pisałam na blogu, postanowiła nakręcić teledysk do piosenki o jakże przyjaznym tytule. 
Ale nie obeszło się bez kontrowersji, ponieważ w klipie wystąpiła Beyonce, która według niektórych nie powinna nosić narodowego stroju sari, który ma reprezentować kobiecą skromność. Inni natomiast mówią o zawłaszczeniu sobie obcej kultury. Jak dla mnie to tylko dodatkowa, bezpłatna reklama kraju i nie ma mowy tu o naruszeniu jakiś praw czy zhańbieniu sari.
Wracając do piosenki i jej tekstu to szału nie ma. Znowu ckliwy kawałek o udanej miłości otoczony nadmuchanymi komplementami. Niby słodkie do granic możliwości jednak w połączeniu z odpowiednią melodią jest całkiem znośnie. Jeśli nie jesteście fanami takich oto słodyczy nie wsłuchujcie się w tekst tylko dajcie się ponieść muzyce, nieco komercyjnej ale jednak to muzyka.
Czym Coldplay zaskoczy nas następnym razem? Nie wiem, może znowu ktoś wygrzebie z ich "nowej" płyty dobry kawałek za kila lat. Prawda jest taka, że znowu będzie hitem. 
Zapraszam do przeczytania innych postów. :) 

niedziela, 10 kwietnia 2016

Odkrywamy artystę - Cukierki


A Tobie z czym kojarzy się słowo "Cukierki"? Łasuchy już myślą o słodyczach, a dentyści o pełnym portfelu. A czy ta prosta rzecz, która na pewno jest u Ciebie w domu znajdzie miejsce na scenie? Okazuje się, że tak. Dzisiaj na tapecie duet przeuroczych panów, którzy zapewne utożsamiają się z nazwą swojego zespołu.
Mateusz Rusin znany głównie z serialu "Ranczo" i z Kabaretu na Koniec Świata oraz Przemek "Dred" Pietrzak znany ze współpracy z takimi zespołami jak Hurt czy Afromental. Goście, którzy niedawno świętowali rok swojego istnienia, a mimo to mało osób o nich wie, a szkoda.
Kawał dobrej elektroniki, którą panowie grają niesamowicie wciąga i chce się ich jeszcze i jeszcze, a sceniczna skromność Mateusza potrafi zauroczyć.
W ramach serii odrywamy artystę Panowie zgodzili się odpowiedzieć mi na kilka pytań. 


- Zważywszy na dość oryginalny styl produkowanej przez Was muzyki pewnie ciężko jest stworzyć konkretną piosenkę, prawda?

dred: Nie ma czegoś takiego jak konkretna piosenka. Każdy nasz utwór to coś co powstaje z jakiegoś pomysłu i ewoluuje w finalny produkt. Często od wersji pierwszej do ostatniej mija duuużo czasu a czasami wystarczą jedne poprawki i mamy hita. 
Rusin: Tworzenie jest dla mnie najciekawsze, tak samo jak improwizacja na koncertach. Nie zakładamy wcześniej jak zamknąć dany utwór w formę. Przeciwnie, zostawiamy go, a w pewnym momencie wraca. Odmieniony 


- Nie ukrywajmy, tworzycie ambitną muzykę, przynajmniej ja ją tak odbieram. Jak myślicie, jaka może być średnia wieku Waszych słuchaczy?

dred: Średnia wieku 60, średnia waga 80 (śmiech) A tak na poważnie to z tego co obserwujemy na FB to słuchają nas zarówno gimnazjaliści jak i starsze pokolenie 50+. 
Rusin: Jeżeli pytasz jaka grupa wiekowa słucha “ambitnej” jak to określiłaś muzyki to mam nadzieje, że każda.  


- Po prawie roku działalności na scenie macie już kilka utworów, czy największym sukcesem jest kawałek „Error”?

dred: Dla mnie naszym największym jest fakt, że jesteśmy razem z Mateuszem w stanie pogodzić nasze “pozacukierkowe” obowiązki i grać koncerty. A jeszcze większym sukcesem jest to, że na te koncerty przychodzą ludzie. Total czad.
Rusin: “ Error” zaskoczył od razu. Coś w tym jest. Teraz bardziej eksperymentujemy.


- Hejterzy to już stały element wszystkich artystów, jak radzą sobie z nimi Cukierki?

dred: Dajemy im za darmo nasze krówki. 
Rusin: Dajemy po dwa cukierki. 


- Wasz styl odbieram jako nieco psychodeliczny. Ciężko jest się wybić na polskiej scenie z takim rodzajem muzyki?

dred: Dzięki Bogu jest to ambitna psychodela. Mamy już z górki.
Rusin: Kiedy się wybijemy to damy znać.


- Niedawno zawitaliście w Latającym Klubie 2. Jest to zupełnie inny występ czy podobny do występu kabaretowego?

dred: Każdy nasz występ jest kabaretem.
Rusin: Zagraliśmy swoje, ale ze świadomością, że są kamery. Przywitaliśmy się z ludźmi. Bardzo tego chciałem.


- Byliście na tegorocznym WOŚP’ie. Czyj to był pomysł z wystawieniem na Allegro udziału w teledysku? Czy to było dobre posunięcie?

dred: Czy dobre to się okaże dla osoby, która wygrała. Dla nas to wielki zaszczyt, że mogliśmy wesprzeć WOŚP. Osoba, która wygrała dała 1000 zł. To więcej niż inne aukcje niektórych celebrytów i blogerów, to nas cieszy jeszcze bardziej. 


- Chociaż to miał być wywiad z Cukierkami to muszę skorzystać z okazji i zapytać się o jedną rzecz. Skąd pomysł na „Fasolove” kabaretu Na Koniec Świata? Mało która kabaretowa piosenka była tak popularna.

Rusin: Pomysł pojawił się nagle i był spontaniczny. Nie mówił skąd jest. “ Fasolove” to hit, ale nie rozumiem dlaczego Dred nic nie napisał, sam nie raz mi podśpiewuje fragmenty.
dred: Wstydzę się.


- Kiedy możemy się spodziewać od Was nowości? Fani na pewno czekają z niecierpliwością.

dred: Na najbliższych koncertach będziemy grali nowe piosenki, dzisiaj na próbie powstała jedna. Na koncertach gramy też improwizacje - czyli coś co zawsze jest inne i spontaniczne.  W kwietniu gramy w Rudzie Śląskiej. Potwierdzamy jeszcze daty na kwiecień i maj. Trochę tych koncertów będzie. Ale skupiamy się teraz głównie nad płytą. Chcemy ją wydać na lato - trzymajcie kciuki, żeby się udało.
Rusin: Dokładnie. Siemando.


Wielkie dzięki dla Mateusza i Przemka za poświęcenie mi swojego czasu i świetną współpracę. :)

Zapraszam do przeczytania innych postów. :)

sobota, 19 marca 2016

Albańskie kakao, czyli polska odpowiedź na 2 girls 1 cup.


Każdy kto siedzi już trochę w internetach zna ten krótki filmik i nie chodzi mi tutaj o Gang Albanii, mojego głównego bohatera, a o 2 girls 1 cup. Jeśli masz wrażliwy żołądek i słabe nerwy nawet nie próbuj tego oglądać. Ale spoko, mam dla Ciebie niemniej obrzydliwą alternatywę!
Po pierwszej płycie miałam nadzieję, że ona szybko pójdzie w zapomnienie ale okazało się, że "Królowie życia" to był pikuś. Tytuł drugiej płyty idealnie streszcza zawartość. Nie dość, że fatalnie się tego słucha to teksty są tragiczne. "Albański gnój", dosłownie.
Walentynkowe "Kocham Cię Robaczku" było jeszcze do zniesienia, kolejna piosenka "Riki Tiki" z typowym dla nich teledyskiem była całkiem spoko ale "Albańskie Kakao" złamało wszystkie możliwe bariery. Koprofagia w czystej postaci, nieważne, że była to Nutella chodzi o całe zobrazowanie tekstu, który tak jak klip jest obrzydliwy. 
A jak przedstawia się całość? Popek w świątyni dumania zamawia sobie modelki, dwie nagie dziewczyny wiją się na Ursusie, a później w magiczny sposób przenoszą się do prosiaczków, Rozbójnik Alibaba z kozą i ogólnie sielanka i koks. Myślę, że nie tylko ja ale i większość osób straciło wiarę w tych "przemiłych" Panów. W sumie, ciekawe czy jest ktoś, kto w ogóle wierzył w ich dobry kawałek. 
Zastanawiające jest to, czemu nie ma tam ograniczeń wiekowych. Odpowiedź jest prosta, większość słuchaczy jest w wieku 13-15 lat co jest dość niepokojące. Ja nie chcę żyć w takim świecie. 
Prawda jest taka, że cały ten projekt pt. Gang Albanii jest zbudowany na kontrowersji od pierwszego Klubu Go Go i imprezy w podstawówce, a osoba Popka przyciąga młodzież swoim wyglądem, tak jak oczarowała słynnego Karola z Kalisza. Hajs się zgadza, a kolejne klipy za "30 koła euro" jeszcze nie raz nasz zaskoczą, oby chociaż raz pozytywnie. W obecnej sytuacji ja się poddaję, nigdy więcej takiego gówna.
Dla Naszego wspólnego dobra nie zamieszczę tutaj teledysku.
Zapraszam do przeczytania innych postów. :)

niedziela, 6 marca 2016

Nasza Eurowizyjna sytuacja.

Wczoraj, pierwszy raz od kilku lat to my "mogliśmy zdecydować" kto będzie nas reprezentował na tegorocznej Eurowizji w Szwecji. Jednak nie dostaliśmy takiego pełnego wyboru.
Eksperci z TVP (chociaż nie powinni się tak nazywać) wybrali nam kilku artystów, z pośród których mogliśmy sobie łaskawie wybrać kandydata. Totalny bezsens, jak dla mnie zupełnie nie mieliśmy wolnego wyboru. Potencjalni reprezentanci zostali wybrani w taki sposób, że każdy wybór widzów i tak byłby dobry. Nazwałabym to bezpiecznym wyborem ciemnej masy.
Z tego co zdążyłam zauważyć to Eurowizja 2016 będzie bardzo smutna, większość piosenek jest baaardzo nudnych, głębokich jak woda w brodziku i totalnie dołujących. Pytanie, dlaczego? Skoro Mans - zwycięzca ostatniej Eurowizji porwał wszystkich tak sympatycznym kawałkiem. Może pora na zmiany?
Wracając do wczorajszego wydarzenia, faworytkami były Margaret, Edyta Górniak i jedyny solista Michał Szpak. Po wszystkich występach, lepszych i gorszych przyszła pora na ogłoszenie wyników i tak oto głosami widzów trzecie miejsce zajmuje Pani Górniak, która lata świetności i jeden występ na Eurowizji ma już za sobą. Oczywiście to jej zawdzięczamy wielki i jedyny sukces, bo to dzięki tej kobiecie zajęliśmy 22 lata temu drugie miejsce. No cóż, w tym roku nie zaskoczyła swoją piosenką.
Margaret poszła w bardziej elektryzującą piosenkę, która stała się taką odskocznią od monotonii panującej wśród naszych kandydatów. Wiele osób stawiało właśnie na nią, mówiąc "a może się nam się uda, przecież to taka młoda i zdolna dziewczyna". Okej, wszystko fajnie, kawałek pasuje na ten konkurs, jest niezwykle urodziwą kobietą ale co z tego jak śpiewanie na żywo wychodzi jej słabo.
A jaka była najbardziej rozpoznawalna osobowość ostatnich dziesięciu lat na Eurowizji? Zdecydowanie Conchita. Więc ej! Wystawmy kogoś w podobnym stylu.
Tak, Michał Szpak będzie reprezentował Polskę podczas tego wielkiego muzycznego święta. Okej, może facet ma świetny głos ale piosenka po prostu nudzi tak jak większość zgłoszeń ale jego image idealnie pasuje  do nowoczesnej Europy więc może to jakoś przejdzie. Ja już od razu nie liczę na jakieś wysokie miejsce ale wszystko okaże się w maju. Mimo to, trzymam kciuki!
Jestem ciekawa czy kiedyś jeszcze będzie taki kandydat, który poruszy widza, złapie za serce jak moi zeszłoroczni ulubieńcy Il Volo albo wręcz przeciwnie, zaszokuje i zelektryzuje jak Lordi, zwycięzcy z Finlandii w 2006 roku.
Zapraszam do przeczytania innych postów. :)