środa, 3 lutego 2016

Przez 5 minut byłaś dla mnie okrutna, zła i podła. cz.2

Dzisiaj kontynuacja moich marnych ale docenionych wypocin z września, które znajdziecie tutaj.
Była zimna i bardzo wietrzna sobota, stres zżerał mnie od południa ale czułam się przygotowana. W końcu wieczorem miałam wybrać się na koncert i to nie byle jaki koncert, a mianowicie Poparzonych Kawą Trzy.
Los się do mnie uśmiechnął i po części spełniły się moje marzenia, miałam przeprowadzić z nimi wywiad. Siedmiu profesjonalnych dziennikarzy z wielkim zapleczem zawodowym i ja, malutka, uboga w doświadczenie blogerka.
Wraz z moją Panią fotograf wbiłyśmy się na próbę i z niecierpliwością czekałyśmy na spotkanie. Dyktafon gotowy, mikrofon i kartka z pytaniami też, okej gotowa!
Na moich kilka pytań odpowiadali mi Roman Osica, Krzysztof Zasada, Mariusz Gierszewski, Wojciech Jagielski i Krzysztof Tomaszewski.

- Jak wiadomo wraz z wiekiem wszystkie gusta tak samo jak muzyczne się zmieniają. Czego słuchaliście będąc w moim wieku?
R.O.- Ja wtedy słuchałem metalu. Wtedy właśnie wychodziła płyta Metalliki "Black" czyli najlepsza płyta moim zdaniem. Czarna płyta i jej słuchałem non stop tak naprawdę. Gdy miałem 18 lat to miałem taką specjalną kurtkę, na której naszywało się takie naszywki. Tylko że na kurtce miałem akurat płytę Metalliki "Ride The Lighting" z krzesłem elektrycznym. Głownie metalu ale też oczywiście na drugą nóżkę Mozarta, bo wtedy miałem taki okres kiedy zacząłem słuchać muzyki poważnej i strasznie mnie zaczęła kręcić.
K.Z.- Jak miałem 18 lat to tylko bluesowe historie. Blues, oczywiście Lenny Kravitz, do tej pory. Gitarzystów dużo słuchałem ale przede wszystkim bluesowych jak J.J.Cale.

- Jak myślicie, jaka może być średnia wieku waszych słuchaczy? Czy jest to bardziej generacja X czy Y? 
R.O.- Nie ma właśnie średniej wieku i to jest najpiękniejsze. Albo nie, może jest jakaś średnia u nas. Ostatnio graliśmy koncert na Ursynowie , który zorganizował burmistrz dzielnicy w Warszawie. Przyszło na ten koncert kilkaset osób. W pierwszym rzędzie siedziały panie po siedemdziesiątce, być może po osiemdziesiątce ale były też osoby młode, dzieci więc nie wiem. Ta średnia to może być 40 lat.

- Co do "Byłaś dla mnie wszystkim", jak się niosło trumnę? Jakie to jest uczucie?
R.O.- Pierwszy raz nieśliśmy trumnę wszyscy, chyba jeszcze nikt z nas wcześniej nie niósł. To znaczy ja kiedyś niosłem prawdziwą trumnę.
K.Z.- Nie no, ta też była oczywiście prawdziwa.
R.O.- Ale z wkładem prawdziwym. A tutaj nie możemy powiedzieć co było wkładem, na pewno nie był to trup.
K.Z.- Znaczy, różnie mówią.
R.O.- Niosło się na pewno lżej niż prawdziwą.
K.Z.- Najfajniejsze wspomnienie z niesienia trumny to było Zakopane, Krupówki i zasłyszany komentarz z boku. Pan mówi do pani, pewnie mąż do żony "Ty, patrz jak krzywo niosą" 
R.O.- Jakiś specjalista musiał być. To musiał być jakiś facet, który się na co dzień tym zajmuje i rzeczywiście ocenił, że krzywo niesiemy.

- Wyróżniliście jeden komentarz pod teledyskiem na YT, a mianowicie
"Ja, jako żałobnik zamojskich firm pogrzebowych mówię, że: w pierwszej części trumna niesiona bardzo słabo, lecz w drugiej chłopaki się zmobilizowali i poszli dobrze. Tylko lekką przesadą jest nieść trumnę socjalną w sześciu."
Spodobał Wam się prześmiewczy ton czy inność tej wypowiedzi?
R.O.- Nie no to był taki profesjonalny głos w tym wszystkim i jak następnym razem będziemy nieść trumnę to już na pewno zastosujemy się do jego wskazówek. Będziemy nieść godnie i dobrze zgodnie ze sztuką niesienia.

- Spotkałam się z porównaniem Poparzonych do kultowej już kapeli the Beatles. Jak się do tego odniesiecie? Chcecie być porównywani czy macie zamiar sprawić, że inne kapele będą porównywać do Was?
R.O.- Ja pierwsze słyszę.
K.Z.- Ale nie dziwi mnie to porównanie.Wydaje mi się, że stworzyliśmy coś takiego, a kto to sobie porównuje to już jego sprawa. My nie zabiegamy o to ale fajnie, no nie?
R.O.- Fajnie, fajnie. Ale właśnie dzisiaj słyszeliśmy jak jechaliśmy busem tutaj w radiu the Beatles "I Wanna Hold Your Hand". Bardzo podobne do "Ochujałem".

- Jak podchodzicie do swoich utworów, czy tak jak Katarzyna Nosowska z "Hey" traktujecie je jako próbę kontrolną czy raczej je katujecie?
R.O.- No właśnie ja się muszę do tego przyznać, ponieważ ja jeśli włączę jakąkolwiek płytę to jest to nasza płyta. Czyli lubię katować naszą muzykę i sprawia mi to jakąś tam przyjemność albo też nieprzyjemność, bo to też jest czasem nieprzyjemność przynajmniej dla mnie,
K.Z.- Ale powiedz, powód jest prozaiczny, ćwiczysz teksty,
R.O.- Tak, tak, oczywiście, bo ja zapominam zawsze tekstów więc muszę być na bieżąco ale z lubością to robię,

- Który utwór z Waszego całego dorobku muzycznego najbardziej Wam się podoba?
R.O.- No to każdy ma chyba inny utwór.
K.Z.- Wojtku, który utwór Ci się najbardziej podoba?
W.J.-  Kebab. :)
K.Z.- A Tobie Romku? Kebab?
R.O.- Mi kebab najmniej.
K.Z.- A mi się podoba utwór którego nie ma jeszcze na żadnej płycie.
R.O.- Myślę, że "Okrutna, zła i podła" jest takim utworem, który lubię w tej chwili grać i śpiewać, tak myślę. No i mamy też zupełnie nowy utwór, efekt świeżości. Mamy bardzo fajny utwór, w którym można się wyżyć wokalnie, jest bardzo fajny tekst, taki życiowy jak wszystkie zresztą, a ten to już bardzo życiowy i bardzo osobisty. Traktuje o związkach, które trwają wiele lat, są już po tym efekcie pierwszej świeżości, zakochania i podmiot liryczny wypowiada takie dość dziwne słowa, że chce sobie zmarnować życie z tą drugą osobą ale jest to de facto wyznanie takiej dojrzałej miłości.

- Może przenieśmy się trochę w czasie, a mianowicie do roku 2012. Występowaliście na Woodstocku, jakie to uczucie grać na tak dużej imprezie i raczej nie wyobrażam sobie pogo do Kawałka do tańca. 
K.Z.- Byś się zdziwiła. :)
R.O.- Pokazał Woodstock, że da się pójść w pogo do Kawałka do tańca. No było kilka utworów do których pogowano nawet były te wszystkie ściany śmierci. Da się, oczywiście, że się da.
Woodstockowa publiczność jest genialna z tego względu, że nie ważne co to jest za muzyka, czy jest to muzyka delikatna czy nie, potrafią się świetnie przy tym bawić bez względu na to jakiej słuchają muzyki tak na co dzień i jaką lubią. A tam przyjeżdżają po prostu posłuchać muzyki i to jest fajne, że ci ludzie nawet jeśli nie lubią, nie słuchają i nie znają takiej muzyki jaką gramy to się przy niej dobrze bawią. Tak, nie ograniczają się. A wrażenie jest oczywiście piorunujące. Wyobraź sobie, ze stoisz na scenie , przed tobą jest kilkaset tysięcy ludzi, którzy jakoś tam reagują na to co grasz, to jest coś genialnego.

- Każdy ma jakieś pasje i hobby. Waszym dodatkowym zajęciem jest muzyka i czy to jest właśnie to, co nakręca Was jak młoda dziewczyna?
R.O.- Tak, to jest właśnie to, to jest nasza pasja. Oczywiście, że nas nakręca, bardziej niż stara dziewczyna niż jakakolwiek dziewczyna, jest to coś czego życzylibyśmy innym ludziom, żeby mieli właśnie taką pasję poza pracą, żeby nie zwariować żeby nie zamknąć się w takich czeluściach beznadziejności, żeby mieć jakąś pasję,bo ona też nakręca nas zawodowo. W tych zawodach, które wykonujemy, Krzysztof gra w kościele jako organista.
K.T.- I pięknie, głośno gram!
R.O.- Również jest w rożnych organizacjach, biznesowych. I generalnie każdy z nas robi coś innego i to też zawodowo nas nakręca.

- Jak radzicie sobie z hejterami?
R.O.- Nie mamy hejterów.
- Akurat tutaj mam cytat, a mianowicie ktoś uważa, że Wasze teksty są "prostackie i tandetne".
R.O.- Ja sam to napisałem żeby nie było, że jesteśmy tacy dobrzy.
K.Z.- To pewnie Bryndal napisał.
R.O.- Tak naprawdę nie zwracamy na to uwagi. Znaczy my jako dziennikarze jesteśmy dość mocno uodpornieni na hejty, Każdy kto ma Twittera i na nim konto wie, że trzeba się uodpornić, a jak ktoś jest mocno wkurzający to blokujemy.
M.G.- Myślę, że więcej hejtu mamy jako dziennikarze niż jako zespół.
K.Z. Chyba Ty!
R.O.- Zdarzają się tacy, którzy napiszą "ale chujowy klip" czy coś tam. Ale takimi ludźmi się ciężko przejmować.
K.Z.- Ale to nie jest hejt, ktoś ocenia i komuś się nie podoba.
R.O.- Tak, to też jest ocena, że komuś się nie podoba. Ale nie ma takich dużych akcji typowo hejterskich. Życzyłbym każdemu zespołowi jak najmniej tego hejtu.

- Koncertujecie, sporo, wczoraj Wrocław, dzisiaj Rzeszów jutro Lublin. Na pewno zdarzyły się Wam jakieś mocno dziwne sytuacje.
M.G.- Tak, to ja Ci opowiem i nawet mogę pokazać Ci zdjęcia. Pojechaliśmy w trasę z wężem. Był to wąż boa, dwu metrowy, który jechał z nami oczywiście nie w kabinie tylko w koszyku. Historia jest taka, że akurat jechał z nami kierowca, który był fakirem i miał tak samo występ w Krakowie jak i my. Więc on odwiózł nas do Krakowa i pojechał dawać swój koncert fakirski. Oprócz tego węża miał jeszcze taką dechę nabitą gwoździami, na której się kładł na tym swoim występie. Ten wąż niestety strasznie śmierdział. Węże kiedy się przestraszą wydzielają jakieś feromony odstraszające. O Jezu, to było straszne. Nawet zdjęcia śmierdzą. Nikt jeszcze nie jeździł z wężem na trasę,
R.O.- Baliśmy się usnąć.
K.T.- Rano jako duchy patrzymy, a tu wszyscy poduszeni.

- Wasz debiutancki album nosi nazwę Musculus Craemaster, dlaczego tak?
R.O.- Co do Musculus Cremaster, stwierdziliśmy, że ta nazwa jest idealna dla tej płyty ze względu na to, że właśnie ma powodować ta muzyka to co powoduje właśnie mięsień dźwigacza jądra.

- A może jakieś nowości?
R.O.- Będzie singiel nowy, na pewno. Mamy pomysł na teledysk, też będzie podobny do tego z trumną, będzie nie wiem czy kontrowersyjny ale na pewno magnetyczny jak tamten.
K.Z.- A trumna się pojawi?
R.O.- Może się pojawi.
M.G.- Nie teraz sam nagrobek.
R.O.- Teraz jest u Jacka w garażu.
M.G.- Ale teraz zmieniła barwę i Jacek bierze ją na spływ.

Bardzo dziękuję całemu zespołowi za poświęcony mi czas, satysfakcjonujące odpowiedzi i pełen profesjonalizm.
Serdeczne podziękowania do mojej cudownej Pani fotograf za rewelacyjne zdjęcia z prób.
Zapraszam do przeczytania innych postów.:)

niedziela, 17 stycznia 2016

Adventure Of A Lifetime, czy na pewno?


Nie ma takiej osoby na świecie, która nie zna mojego dzisiejszego bohatera. Przesympatyczni panowie z brytyjskiej formacji Coldplay jakoś tak pod koniec listopada ubiegłego roku wydali singiel promujący ich najnowszą płytę. Jest to dobrze skomponowany utwór z bardzo przyjemnym dla ucha riffem gitarowym. Smutny tekst opatrzony w wesoły rytm dla przeciętnego słuchacza może wydawać się dość pozytywny. Przypominam, że są to bożyszcza nastolatek więc już z góry wiemy o czym śpiewają. Jednak nie są to teksty płytkie o wyraźnym przekazie, trzeba się trochę namęczyć aby ich rozszyfrować. Te osoby, które lubią ambitne utwory na pewno znają zdecydowaną większość kawałków Coldplay.
Przy tym utworze nie jest ważny tekst, a rewelacyjny teledysk. Najwidoczniej stał się przełomem i jestem pewna, że od teraz większość klipów będzie kręcona w podobny sposób. Teraz dajmy innym artystom kilka miesięcy na wymyślenie czegoś równie dobrego i mogę śmiało powiedzieć, że zaczynamy nową erę. Erę nareszcie dobrych teledysków.
Ale fajnie się składa, człekokształtni, którzy właśnie wymyślają każdą rzecz, która wydaje nam się być teraz zupełnie normalna i tekst, który jest właśnie o tym samym,
Lubię Beatlesów. To co, że byli popularni kilkadziesiąt lat temu, ich muzyka będzie wieczna. Pewnie czytając ten wpis zastanawiasz się co oni mają ze sobą wspólnego, otóż bardzo dużo. Pomimo tego, że Brytyjczycy wykonali kawał świetnej roboty, cały utwór nie należy do nich. Równe 50 lat temu The Beatles wydali świetny singiel "It's Only Love". Najwidoczniej Coldplay dokopali się do tego utworu i wykorzystali wpadającą w ucho linię melodyczną. Ale oni nie byli pierwsi.
Z jakim utworem kojarzą wam się Skaldowie? "Prześliczna Wiolonczelistka" wydana w 1969 kilka lat po premierze Beatlesów w naszym kraju zrobiła furorę. Niestety, najsławniejsi Brytyjczycy byli inspiracją dla Krakowiaków i ten singiel również w całości nie należy do nich, a mogło być tak dobrze.
A może Codlplay właśnie wygrzebał kawałek Skaldów? Jest to mało prawdopodobne ale jednak...
Zapraszam do przeczytania innych postów. :)

niedziela, 10 stycznia 2016

Żegnaj 2015!

Kolejny rok za nami, coś za szybko mi zleciał. Jednak artyści nie próżnowali, wydawali lepsze czy gorsze kawałki. Z kilku można było się nieźle pośmiać inne nas wzruszały ale zdecydowana większość wprowadzała w zakłopotanie i pozostawiła niezdrowy niesmak. Twórczość niektórych zespołów chyba zostanie wielką niewiadomą co mogliśmy zobaczyć w podsumowaniu ubiegłego roku. 
Jak przedstawiała się piątka najlepszych? 
Zdecydowanie piąte miejsce może zająć Sarsa i jej "Naucz mnie", której to piosenki każdy ma już dość. Zresztą, na ten temat już się wypowiedziałam w poprzednim poście, który znajdziecie tutaj.
Czwarte miejsce może zająć Major Lazer z wakacyjnym hitem w stylu moombahton, do którego tańczy się rewelacyjnie i potrafi porwać każdego na parkiet, a mowa tu o "Lean On". Chociaż po dłuższym czasie niskie i lekko naciągane dźwięki mogą skutecznie nas zmęczyć. Ogromny plus za teledysk, kręcony w Indiach, już bardzo rzadko można spotkać coś równie dobrego. 
Trzecie miejsce, czyli już podium, należy do kobiety, której sukcesu zupełnie nie rozumiem. Reprezentantka Wielkiej Brytanii powróciła pod koniec ubiegłego roku i zaskoczyła wszystkich swoim strasznie usypiającym kawałkiem. W zaledwie dwa miesiące Adele i jej "Hello" pobiło w rankingach wszystkie inne utwory na głowę i wdrapała się na sam szczyt. Wszystkie utwory tej artystki są za bardzo melancholijne, odnoszę wrażenie, że ostatnia płyta jest dla ludzi borykających z depresją. Bardziej człowieka pogrążyć się już nie da. 
Drugie miejsce zajmie gość, który zastąpił wielkiego Freddiego i koncertuje razem z legendarnym już zespołem Queen. W międzyczasie zdecydował się również na karierę solową i od początku 2015 roku męczy nas swoimi utworami, które de facto nie są ani do posłuchania, ani do pośpiewania zważywszy na wysoki głos wokalisty i w sumie ani też do potańczenia. Adam Lambert mniej więcej w połowie roku wydał "Ghost Town" i do tej pory możemy usłyszeć go w radiu. Czy słusznie? Raczej nie.
I na koniec, tam ta ra tam! Na pewno największy hit minionego roku. Było głośno o nim już od lutego za sprawą filmu, w którym odgrywał tak naprawdę bardzo ważną rolę i już chyba na zawsze będzie kojarzony z 50 Twarzami Greya, wiecie, pejcze i te sprawy. Mega romantyczna piosenka w wykonaniu Ellie Goulding i jej przesadzonym, nosowym śpiewem. Tak, "Love Me Like You Do" na długo zostanie w naszej pamięci, zresztą moją opinię na temat tego dziwacznego wytworu możecie przeczytać tu.    
Patrząc na to wszystko mam tylko nadzieję, że 2016 rok będzie o wiele lepszy.
Zapraszam do przeczytania innych postów. :)

niedziela, 20 grudnia 2015

"But we don't care. Fuck them."

Ten blog stał się mocno tematyczny, za bardzo skupiłam się na jednym gatunku. Warto coś zmienić i właśnie przy tym pomógł mi mój dzisiejszy bohater.
Dla każdego coś dobrego, było disco, które cieszyło się sporą popularnością, ostatnio zahaczyłam o kawał dobrego rapu, a teraz może pójdziemy w stronę metalu.

Folk metal jest dość specyficzny i nie każdemu przypada do gustu. Zaskakujące elementy i tradycje ludowe inkorporowane są w różnym stopniu, a w przypadku dzisiejszego bohatera są to instrumenty pochodzące z danego regionu. 

Fiński Finntroll, którego odkryłam stosunkowo niedawno zdążył już mną zawładnąć. Pomimo podobieństwa na pierwszy rzut oka we wszystkich utworach każdy czymś się różni. Ci, którzy nie słuchają takiego gatunku nie usłyszą różnic ale warto chociaż przez chwilę się wsłuchać.
Może ilość teledysków nie zachwyca ale każdy klip jest robiony z rozmachem od początku do końca. Takiej konsekwentności teraz coraz bardziej brakuje i bardzo mnie cieszy fakt, że jeszcze istnieją zespoły, które nie grają komercyjnie. Uwielbiają to co robią, bawią się swoim zawodem i nie obchodzi ich to, co myślą o nich inni. A co najważniejsze doceniają swoich fanów, cieszą się, że przychodzą na koncerty i nawiązują z nimi kontakt, co zaowocowało moją krótką pogawędką z zespołem.

- Jak myślicie, na czym może polegać Wasz sukces?
- Cóż, zawsze robimy swoje. Nigdy nie staramy się brzmieć jak jakiś inny zespół, ale po prostu robić to, co czujemy, co jest dobre i co chcemy.
Myślę, że jest coś, co fani mogą zobaczyć i usłyszeć na scenie z naszą muzyką. To sprawia, że ​​jesteśmy trochę wyjątkowi, ale również trudno to opisać, tak naprawdę nie pasujemy do żadnego gatunku, tak to jest.



- Jest coś, co wyróżnia Was na tle innych artystów?
- W pewnym sensie tak. Jest wiele zespołów, które podążają za zasadami różnych gatunków, co sprawia, że ​​brzmią bezpieczne i  jak wiele innych zespołów. I to jest coś, czego zawsze staraliśmy się unikać.
Kiedy robimy muzykę, nigdy nie myślimy, że to musi brzmieć jak black metal lub folk metal, a nawet metalu. Po prostu robimy muzykę :)



- Jak u Finntroll wygląda tworzenie nowych kawałków?
- Obecnie pracujemy nad nowym materiałem, ale nie stworzyliśmy jeszcze żadnego dema, Byliśmy trochę zajęci turystyką w tym roku :)



- Która wasza piosenka może być uznana za największy hit?
- Naprawdę nie mogę odpowiedzieć na to pytanie. Niektórzy ludzie lubią Solsagan, inni Trollhammaren, niektórzy lubią Blodsvept. Sądzę więc, że mamy wiele hitów: D



- Czy planujecie koncert w Polsce? Jestem pewna, że fani będą bardzo zadowoleni.
- Mamy nadzieję, że tak, ale w przyszłym roku mamy zamiar spróbować nagrać nowy album, więc nie jesteśmy pewni, czy mamy czas na zwiedzanie. Po nowym albumie na pewno!



- Co to ​​za pomysł, żeby fiński zespół śpiewał w języku szwedzkim?

- Cóż, Finlandia posiada dwa języki urzędowe, fiński i szwedzki. Tak to się dzieje, kiedy nasz wokalista Vreth a także pierwszy piosenkarz Katla, którzy nadal piszą teksty są w mniejszości. Więc dla nich to było całkiem naturalne pisać w ich ojczystym języku.



- W 2003 roku zmarł współzałożyciel zespołu, jak to przyjęliście? Na pewno było to bardzo trudne do zaakceptowania.



- Oczywiście, że tak, było bardzo blisko żeby Finntroll nie zrezygnował z kariery. Ale jednak nie i oto jesteśmy. Grałem z zespołem jako zastępca do kilku występów i chłopaków znałem od lat. I tu jesteśmy :)



- Często można spotkać się z krytyką?
- Cały czas. Albo nie jesteśmy prawdziwym metalem, lub nie jesteśmy wystarczająco folk metal’owi, lub mamy głupie wdzianko itp. Ale nie obchodzi mnie to. Pieprzyć ich.



- Nad czym nowym teraz pracujecie? Czego mamy się spodziewać w najbliższym czasie?
- Nowy album wychodzi, nie wiem kiedy. Miejmy nadzieję, że w przyszłym roku. Ale tak, jesteśmy w trakcie pracy nad nim. A ja osobiście pracuję z Finntroll nad dokumentem, zobaczymy jak to wyjdzie. 

"Jeśli masz ulubione zespoły, przyjdź na ich występy i ciesz się, to jest to najważniejsze dla nas. Dla wsparcia można kupić jakieś gadżety. Rób co chcesz, nie pozwól nikomu powiedzieć, jak masz żyć, bądź sobą."

Bardzo dziękuję zespołowi za poświęcony mi bezcenny czas i fantastyczną współpracę. :)
Zapraszam do przeczytania innych postów. :)

piątek, 18 grudnia 2015

Tylko jeden temat: Kosmos

Z kosmosem w muzyce mamy do czynienia częściej niż nam się wydaje. Są to zniewalające teledyski czy teksty ale niestety teraz bardziej chcemy niektóre utwory wysłać w przestrzeń kosmiczną ze względu na całokształt. Właśnie o tym będzie dzisiaj mowa, współczesny syf.
Jednak te tragedie mają powiązania nie tylko metaforyczne z kosmosem ale też dosłowne. Akcja wszystkich trzech teledysków rozgrywa się gdzieś w kosmosie. 
Pierwszy z nich jest "Break Free" najmniejszej osóbki w dzisiejszym zestawieniu. Kobieta, której przez ostatnie dwa lata było pełno, atakowała nas swoimi nowymi przebojami w każdym możliwym miejscu, a jej słodki głos przyprawia nie tylko mnie o mdłości. Bóstwo wielu panów, stała bywalczyni fap folderów - Ariana Grande. I teraz o czym ona może śpiewać, o kobiecej niezależności. Rozpacza nad swoim związkiem, którego już nie ma i niby teraz staje się silniejsza. Głupie farmazony. Totalnie denny tekst, który pasuje fantastycznie do jej cukierkowego wizerunku w pewnym stopniu ratuje teledysk. Międzygalaktyczna walka, którą jak łatwo się domyślić wygrywa Ariana. Podsumowując, jakiegoś wielkiego szału nie ma ale i tak będzie gościć często na ekranach naszych telewizorów i na monitorach wielu panów. 
Może tą pierwszą część da się jakoś uratować. Na pewno nie drugą pozycją na tej liście. Panowie z tego zespołu właśnie zaczynają się rozpadać, jest ich już tylko czwórka, a fanki na całym świecie po odejściu piątego wokalisty próbowały odebrać sobie życie. To nie jest głupota, a selekcja naturalna. Tak czy siak, kończą swoją jakże długą działalność, bo aż całe sześć lat męczą nas podobnie jak ta pani opisana powyżej. Pewnie już każdy wie, że chodzi o One Direction. Jeśli ktoś kojarzy ich "Drag Me Down" to w tym momencie może rzygać tęczą. O czym mogą śpiewać Bogowie nastolatek jeśli nie o miłości. Tak, tak, to piękne uczucie jest nie do pokonania, dodaje nam siły, czujemy się szczęśliwsi i tak dalej. Ale nie lepiej jest stworzyć coś oryginalnego co równie dobrze będzie się sprawdzało na koncertach i tak samo będzie porywało tłumy? Nie, bo po co. Najlepiej jest napisać hit o tym samym co 100% kawałków. 
Na teledysk może warto zwrócić uwagę ale nie należy się nim zachwycać. 
Identyczny klip stworzyli panowie z trzeciej dzisiejszej pozycji, która być może uratuje ten post, który ewidentnie wszystko i wszystkich krytykuje. 
O tej grupie cały czas jest głośno ale nie tak samo jak o Arianie, bo oni nie goszczą w fap folderach (chociaż, kto wie). We wtorek drugiego lutego czyli za dokładnie 47 dni zobaczymy ich w Polsce na koncercie. Zdecydowanie są bardziej doświadczeni niż 1D i nie zamierzają kończyć swojej prężnie rozwijającej się kariery. Imagine Dragons, zachwycili nas Radioactive i tak to trwa do dziś. "On Top Of The World" ciągle rozbrzmiewa w dobrych stacjach telewizyjnych i bawi ludzi na całym świecie. Nareszcie tekst, który nie jest o miłości ale o trudnościach życia codziennego. Za to teledysk jest zwykłą podróżą w kosmos, którą zmałpowali bożyszcze nastolatków akapit wyżej. 
Smutna jest oglądalność, bo nie docenia się czegoś dobrego, a idzie się za tłumem.
Zapraszam do przeczytania innych postów. :)

niedziela, 13 grudnia 2015

Odkrywamy artystę - W.A.M

Kontynuuję kolejną zaczętą przeze mnie serię, którą trochę zaniedbałam. Dzisiaj zamierzam wam przedstawić nowego artystę, z którym próbowałam się skontaktować już od dłuższego czasu. Po raz pierwszy usłyszałam o nim w programie Przemka Kossakowskiego ponad rok temu. Zaimponował mi swoim samozaparciem i wielkim sercem do muzyki.
Wojtek Makowski, mój dzisiejszy bohater nie jest taki jak inni. Od urodzenia jest niewidomy, a jest bardziej aktywny niż większość pełnosprawnych osób. Pisze teksty, nagrał teledysk, pływa i cieszy się życiem.
Nie ukrywam, bardzo mi zależało na przeprowadzeniu z nim krótkiej rozmowy aby dowiedzieć się o jego światopoglądzie i podejściu do życia. Co sądzi o zachowaniu innych ludzi wobec niego i w jaki sposób się do tego przyzwyczaił odpowiedział mi w wywiadzie.

Jego jedyny teledysk do utworu, który opowiada o ludziach obserwujących osobę niepełnosprawną dosłownie podbił moje serce. "Kaleka czy pedał" to apel niewidomych, łamiący paskudne i krzywdzące stereotypy. Smutny jest fakt, że sporo osób postrzega ich w ten sposób, chociaż może na przestrzeni lat trochę to się zmieniło lecz jednak niewiele.
Aby całkowicie zrozumieć utwór wraz z klipem należy poświęcić kilka chwil, a później dać sobie kilka minut na refleksję i nad głębszym zastanowieniem się nad swoim postępowaniem.
Jak wygląda jego życie, co myśli o muzyce i czym jeszcze się zajmuje opowiedział mi w dość obszernej rozmowie.

- Od czego zaczęła się Twoja kariera w muzyce?
- Ciężko mi nazwać moją twórczość karierą. W dużej mierze piszę i nagrywam dla siebie i dla wąskiego grona, któremu zachce się sprawdzić to, co zrobię. Wyjątkiem może jest numer "Kaleka czy pedał", do którego nagrałem teledysk, bo zobaczyło go więcej osób niż przeciętnie inne moje utwory, ale to dlatego, że jest dobry obraz. W obecnych czasach paradoksalnie w muzyce ważniejszy jest właśnie dobry obraz, bo ludzie przyzwyczajeni do YouTube muszą coś widzieć, żeby słuchać, jakby bodziec słuchowy już nie wystarczał. Moim skromnym zdaniem, nawet świetny kawałek, ale bez teledysku, jest skazany na przepadnięcie wśród innych, bo samo słuchanie niestety jakby stało się nudne i nie zaskakujące. Ale wracając do sedna, w wieku 11-stu lat usłyszałem pierwsze numery rapowe. Pokazał mi je mój kolega i spodobały mi się, bo były w nich brzydkie słowa i brzmiały inaczej niż każda muzyka, jaką dotychczas znałem. Wkrótce stwierdziłem, że też chciałbym umieć tak mówić rymując równo z muzyką i zacząłem tworzyć pierwsze, dziecięce rymowanki. W wieku chyba 13-stu lat byłem pierwszy raz w studio nagrań i bardzo mi się podobało to miejsce. Nagrywałem coś, czego dziś wstydzę się komukolwiek pokazywać, ale były to w końcu pierwsze próby. Latami pisałem i pisałem, próbowałem chcąc poprawiać swoje teksty, żeby brzmiały poważnie i profesjonalnie. Dopiero w wieku ok. 20-stu lat poczułem, że jestem już gotowy na to, żeby stworzyć coś wartego pokazania szerszej publiczności i tak powstał kawałek "Kaleka czy pedał", a za nim cały  "Czego oczy nie widzą", który wisi na YouTube.

- Miałeś okazję już koncertować?
- Zdarzyło mi się parokrotnie grać jakieś numery na żywo. Nie jestem jednak fanem koncertów, ponieważ mam specyficzne podejście do rapu. Moim założeniem jest nacisk na teksty. Uważam, że za ich pośrednictwem powinno się jak najwięcej przekazywać odbiorcy, a pełne zrozumienie tego o co mi chodzi umożliwia uważne wsłuchanie się w nie, co nie jest możliwe na koncertach. Na nich panuje ogólny huk, zgiełk, 3/4 tłumu w dodatku jest zwykle pijana, co nie ma nic wspólnego z wyłapywaniem przekazu z tekstów. Dlatego właśnie nie przepadam za nimi. Lubię pisać, nagrywać, ale nie koniecznie koncertować.

- Piosenka "Kaleka czy pedał" zawiera Twoje liczne doświadczenia, co czujesz, gdy ludzie są wobec Ciebie po prostu chamscy?
- Teraz to już chce mi się po prostu śmiać. Jak byłem młodszy, bardziej mi to doskwierało, czasem nawet sprawiało przykrość, ale obecnie albo nie zwracam uwagi, albo nawet żal mi ludzi, którzy tak uważają. W końcu to oni żyją w świecie stereotypów i mają kiepski światopogląd, ja i moi bliscy, znajomi, jesteśmy ponad tym.

- Jak wygląda u Ciebie proces twórczy?
- Rzadko jest tak, że siadam z założeniem napisania tekstu. Najbardziej lubię tworzyć robiąc coś w międzyczasie np. nie wiem: jadąc na uczelnie, sprzątając czy idąc gdzieś, tak w międzyczasie. Nie umiem napisać też całego kawałka w ciągu jednego dnia. Zwykle piszę po parę wersów dziennie, bo lubię przemyśleć dosłownie każde słowo, żeby brzmiało jak najtrafniej i w pełni oddawało to, co chcę akurat powiedzieć. Nie chciałbym pisać na ilość, bo nie muszę. Nie mam kontraktów, terminów, dlatego mogę robić to powoli z przysłowiowym "namaszczeniem".

- Byłeś gościem w programie Przemka Kossakowskiego, czy coś się zmieniło w Twoim życiu po tym reportażu?
- Fakt, zaproszono mnie do udziału w programie Przemka Kossakowskiego "Inicjacje". Muszę przyznać, że była to fantastyczna przygoda, a Przemek jest naprawdę równym gościem. Ekipa TTV nakręciła niezwykle trafny odcinek o osobach niepełnosprawnych, a Przemek wspaniale podsumował całą sprawę i wszystkich zachęcam, żeby obejrzeli ten odcinek nie dlatego, że w nim jestem, ale dlatego, że jest właśnie cholernie trafny. Po programie jednak moje życie nie odmieniło się jakoś diametralnie. TO nie jest tak, że jak ktoś pojawi się raz czy dwa w telewizji, to nagle jego świat staje się usłany różami, a on sam staje się jakimś celebrytą. Po emisjach na TTV, a po roku na TVN parę osób powiedziało mi, że fajnie było zobaczyć mnie w telewizji i w sumie tyle. Świetna przygoda, bardzo miłe doświadczenie i tyle. Pewnie, że chciałoby się może takich więcej, ale bez żadnego parcia. Lepiej rzadziej, a wiarygodniej, niż częściej, ale sztucznie i bez sensu.

- Pracujesz może nad swoją nową muzyczną perełką?
- Cały czas bez ustanku nad czymś pracuję. Są momenty, że odpoczywam od pisania, a są takie, gdzie piszę tekst za tekstem. Każdy utwór staram się traktować jak "perełkę, aczkolwiek jak już mówiłem wcześniej, do sukcesu utworu bezdyskusyjnie potrzebny jest chwytliwy teledysk, bo samo słuchanie już mało kogo satysfakcjonuje. Żeby zainteresować piosenką, trzeba podeprzeć ją obrazem i już. Podejmuję przy tym różne tematy, nie tylko te związane z moją niepełnosprawnością, bo to byłoby nudne, a słuchacze są też wybredni i maksymalnie ciężko trafić w ich gusta, jeżeli nie podejmuje się pospolitych tematów typu: alkohol, imprezy i szybkie kobiety.

- Kto jest Twoją inspiracją? Jest ktoś na kim się wzorujesz?
- Właściwie nie wzoruję się na nikim. Chcę pisać o czymś, o czym jeszcze odbiorcy nie słyszeli dotąd. Nie lubię powielania pomysłów i robienia rapu jak ktoś już go robi. Chcę być w stu procentach sobą i pisać co mi się w głowie ułoży. Niegdyś miałem paru ulubionych raperów, których wręcz podziwiałem, ale to przeszłość. Nadal szanuję ich muzyczne dokonania, ale wiem, że muszę już iść własną drogą.
- Jak zaczęła się Twoja przygoda z pływaniem?
- Nauczyłem się pływać bardzo dawno temu, jako mały chłopiec, bo mój tata i brat byli pływakami i siłą rzeczy kontynuowałem tradycję rodzinną. Nie szedłem jednak w stronę wyczynowego sportu z wielu różnych przyczyn aż do momentu, kiedy na uczelni przyszło mi wyrobić zajęcia z wf-u na basenie. Wtedy okazało się, że wcale nie zapomniałem jak się pływa, a co więcej, z powodu uprawiania różnych sportów amatorsko przez praktycznie całe życie, jestem w niezłej kondycji i mogę jeszcze zacząć się rozwijać w tym kierunku mimo późnego wieku. Było to dokładnie dwa lata temu, miałem 22 lat wtedy. Poznałem trenera Waldemara Madeja, który jest specjalistą w dziedzinie trenowania osób z niepełnosprawnościami wzrokowymi, a on stwierdził, że widzi we mnie potencjał, co było dla mnie szokiem i wziął mnie pod swoje skrzydła.

- Jakimi sukcesami w tej dziedzinie możesz się pochwalić?
- Największymi sukcesami w moim wykonaniu są: brązowy medal Mistrzostw Świata na 100 m stylem grzbietowym w kategorii s11 obejmującej osoby niewidome, który zdobyłem w tym roku w Glasgow, oraz brązowy medal Mistrzostw Europy dla odmiany na 100 m dowolnym w tej samej kategorii zdobyty rok temu w Eindhoven. Mam też kilka medali Mistrzostw Polski z tego roku i poprzedniego z różnych dystansów np. 50 i 100 m grzbietem czy 50 i 100 m dowolnym.

- Ciężko jest mi wyobrazić sobie Twoje życie, jak to jest nie widzieć tego, co dzieje się dookoła?
- Mówiąc w telegraficznym skrócie, żyje zupełnie normalnie, jak każdy. Wiem jednak z doświadczenia, że nikt kto nie miał dotychczas do czynienia z osobami niepełnosprawnymi nie uwierzy w taką odpowiedź, podczas gdy właśnie tak jest. Może jeszcze 50 lat temu byłoby kompletnie inaczej, ale dziś technika jest na tyle rozwinięta, że są programy i aplikacje, dzięki którym komputer czy telefon komórkowy mówią, a wiele przedmiotów codziennego użytku jest przystosowana do potrzeb osób niewidomych. Jednym z dowodów jest np. napis w języku Braille-a na większości leków. Wprawdzie języka tego używa się coraz rzadziej z powodu komputerów i książek elektronicznych czy audiobooków, ale w tym i jeszcze paru innych wypadkach jest on niezastąpiony. Jedynymi chyba realnymi ograniczeniami jest kategoryczny brak możliwości posiadania prawa jazdy (chociaż już pracuje się nad samochodami prowadzonymi przez GPS, ale wiadomo, to dopiero melodia przyszłości i zawsze jednak nie to samo) i kłopot w samodzielnym poruszaniu się po miejscach, których się nie zna. Z białą laską można dotrzeć prawie wszędzie, tyle że ktoś wcześniej musi nas zaznajomić z miejscami, po których chcemy się potem poruszać samemu. Trzeba zapamiętywać topografię terenu, układy ulic, gdzie są przejścia dla pieszych itd, ale to wbrew pozorom nie jest takie trudne. Każdy idąc nową drogą musi ją poznać, zapamiętywać gdzie skręcić czy gdzie przejść przez ulicę, ale po drugim, trzecim razie już idzie pewnie i wszystko pamięta, tak też jest w przypadku osób niewidomych. Z osobom towarzyszącą natomiast, dziewczyną, znajomymi, można już dotrzeć wszędzie i bez żadnych ograniczeń, więc nie jest absolutnie tak źle, jak może się wydawać osobom postronnym.

- Jakie jest Twoje marzenie?
- Moje marzenie jest takie, żeby za kilkadziesiąt lat, jak już będę człowiekiem mocno zaawansowanym wiekowo, móc sobie powiedzieć, że czuje się spełniony i niczego nie chciałbym zmienić w swoim życiu nie żałując tego, co robiłem. Mam jednak nadzieję, że zbyt prędko taki moment nie nadejdzie.

Serdecznie dziękuję Wojtkowi za poświęcenie mi swojego bezcennego czasu i fantastyczną współpracę.:)

Zapraszam do przeczytania innych postów. :)

czwartek, 10 grudnia 2015

Dlaczego akurat to?!

Patrząc na moje zamiłowanie do muzyki ostatnio postanowiłam przeanalizować jak zmieniał się mój gust. Niektóre piosenki cały czas siedzą w mojej głowie i bardzo często je nucę ale ponowne przesłuchanie moich wielu faworytów bardzo mnie przeraża.
Mając kilka lat słuchałam tego co było na czasie. Zawsze w niedzielę przed obiadem była włączana Viva i zaczynał się maraton z hitami, przy których mała Monia miotała się po salonie nazywając to tańcem. 
Z okazji tego, że już za chwilę (patrząc jak ten rok szybko upłynął to będzie dosłownie pstryknięcie palcami) wkroczę w dorosłość i po raz pierwszy legalnie wypiję swoje pierwsze piwo, mogę śmiało powiedzieć o swojej młodości. Już parę razy usłyszałam, że jestem starą łupą więc tak, wolno mi.
Miałam cudowne dzieciństwo, to był jeszcze ten okres gdzie popołudnia i wieczory spędzałam na podwórku, o 19 oglądałam Smerfy i zajadałam się parówkami.  
Pierwszym zespołem, na punkcie którego zupełnie oszalałam i był moją drugą miłością zaraz po Kubusiu Puchatku był Ich Troje. Wszystkie gazety z dodatkiem w postaci ich płyt były moje, a szczyt szczęścia osiągnęłam gdy dostałam plakat grupy od wujka. Teraz tylko mogę się głęboko zastanowić co było w nich takiego urzekającego. Może to te czerwone włosy Wiśniewskiego albo dziwny teledysk do "Powiedz"?
Michał i jego rozpoznawalność to był strzał w kolano, teraz jak wygląda znacznie lepiej to poniżył się "Filiżanką". Afera goniła aferę i tak robiło się o nich głośno. Typowi skandaliści, po których słuch zaginął. 
Później, gdy wszystkie płyty i plakaty przepadły, bo nie wiem co się z nimi stało kontynuowałam tradycję "tańca" przed telewizorem i moimi wiernymi fanami - rodzicami, którzy po prostu siedzieli na kanapie i martwili się żeby nic mi się nie stało przy wygibasach. W wieku pięciu lat byłam zafascynowana zespołem, którego nie powinnam słuchać w tym czasie. Vivą zawładnęła grupa Ascetoholix. Mi kojarzy się tylko z jednym utworem. Tak, dokładnie z tą szowinistyczną, poddaną ostrej krytyce, przepełnioną seksizmem piosenką. Przedstawienie ówczesnych dyskotek, typowi macho i łatwe dziewczyny, czyli "Suczki". Kawał historii, do tej pory znam cały tekst i uwielbiam ją sobie nucić pod nosem. Chociaż tekst i teledysk jest tragiczny to ma w sobie ten ukryty urok. A może to zwykły sentyment.
Ostatnim hitem, który był i jest ubóstwiany przeze mnie do dziś jest "Przez chwilę" autorstwa Nowatora. Kilka miesięcy temu zrobiło się o nim głośno za sprawą nowej piosenki z Magdą Femme, która była żoną Michała Wiśniewskiego i wokalistką w Ich Troje. "Jestem na tak" czyli nowa propozycja od tego duetu zahaczająca o klimaty reggae z niepotrzebnym naciąganiem refrenu ale mniejsza o to.
Trzeci utwór to totalnie pozytywny, lekko szalony bełkot człowieka, który ma wszystko gdzieś. Nic mu się nie chce, nic nie musi, leży i pachnie. Jest o wszystkim i o niczym. To pewnie dzięki niej w kraju były modne piosenki bez konkretnego sensu, coś jak disco polo. 
Później na szczęście zaczęłam bardziej świadomie dobierać piosenki nie kierując się tłumem. Dzisiaj patrząc na to wszystko mam mieszane uczucia. Jest to jednocześnie szok, obrzydzenie i duma z radością. Niecodzienne połączenie, które ma swoje zastosowanie. 
Zapraszam do przeczytania innych postów.:)