środa, 11 kwietnia 2018

Get Break - Borygoh #projekt365 #1


Hej, cześć i czołem! Wracam dzisiaj do Was z nie takim małym projektem. Akcja #projekt365 to całoroczny maraton recenzji płyt, a tych już uzbierała się masa na mojej półce.
Dzisiaj zaczniemy od jarosławskiej grupy. Choć nie pałam do tego miasta entuzjazmem, to Panowie, a raczej ich muzyka powinna zostać wyróżniona.
Dawno się z GB nie widziałam, ale zapamiętałam ich jako przesympatycznych i uroczych Panów, którzy chcą zarazić swoją muzyką jak najwięcej ludzi, no cóż, powoli im się to udaje.
A jak jest z najnowszą płytą pt. "Borygoh"?
Pierwsze skojarzenie, które nasunęło się, gdy otrzymałam płytę, to właśnie to sławne Borygo, które znam z głupich licealnych rymowanek. W sumie nawet kolor okładki pasuje i ten tekst "Produkt może zawierać mocne substancje nieznanego pochodzenia". Czyżby Panowie podczas nagrywania krążka byli pod wpływem tej substancji?
Wracając do samej zawartości, to nie jest krążek dla kogoś, kto oczekuje powiewu świeżości. Stare hardrockowe numery plus do tego lekki punkrock to właśnie mieszanka, która idealnie opisuje najnowsze dziecko GB.  Lekko balladowa "Paralaksa", z którą przeciętny Kowalski będzie miał problem i "Anomalie" wprawiające w lekki trans. No i "Gradobicie", przy którym szanujący kuc nie wstydziłby się pójść w pogo.
Najbardziej przypadł mi do gustu kawałek "Ścierwo", jakoś najbardziej kojarzy mi się z obecnym studenckim życiem. Gwarantuję, że na ostrym kacu ten psychodeliczny teledysk, który na bank jest dziełem Mira, może przyprawić nas o niezły mindfuck.
Podsumowując, jak dla mnie jest dobrze, bardzo chętnie będę wracać do tej płyty. Może z sympatii, może ze względu na utwory, a może dla tego rockowego brzmienia z lat 80-tych. Mocne 6,5/10.
Wpadajcie na ich koncerty - warto!
Zapraszam do przeczytania innych postów. ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz